Jestem matką pozbawioną kontaktu z córką w podstępny sposób zwerbowaną do społecznościbaptystów.
Nie mogąc pogodzić się z faktem zaistniałych okoliczności, pragnę tą drogą przedstawić wszystkim w jaki sposób i jakimi metodami posługują siębaptyścirekrutując nowych wyznawców powiększając swą liczebność. W kontekście przeżytych doznań powinnościąmoją jest przestrzec i uczulić rodziców aby zwracali uwagę na wszelkie kontakty swoich dzieci z osobami spoza własnego kręgu przynależności religijnej. Koleżeństwo,przyjaźń,zaufanie(uczucia z gruntu powszechnie akceptowane) są najczęściej wykorzystywane do manipulacji mentalnej na osobie werbowanej do sekty lub grupy kościelnej. Bądźcie czujni i nie ignorujcie pojawiających się zmian w zachowaniu i upodobaniach bliskiej Tobie osoby.Świadczyć bowiem one mogą o dokonanej na niej psychologicznej manipulacji -
Dotknięta takim doświadczeniem pragnę je na tym blogu przedstawić z nadzieją,że opisana sytuacja stanie się przestrogą dla innych.
Byłam mimowolną, w pełni nieświadomą współtwórczynią dramatu rodzinnego. Mimowolną,bo nie przewidziałam skutków akceptowanej przeze mnie (nie było zresztą powodu aby postąpić inaczej) przyjaźni córki ze szkolną koleżanką przynależnej do Kościoła Chrześcijan Baptystów. Sympatyczna,miła i grzeczna dziewczyna ,dobra koleżanka,często bywała w naszym domu.Wyjeżdżały razem na wakacje. Po powrocie z jednych z ostatnich wspólnie spędzonych wakacji w krótkim czasie w zachowaniu córki pojawiły się zmienne nastroje. Doskonałe relacje między nami zaczęły się psuć i przybrały charakter wrogości ze strony córki.Urywał się kontakt. Czas pokazał powód zmian w jej zachowaniu i otworzył oczy na rzeczywistość.Gorzką rzeczywistość dnia w którym usłyszałam -„Matką mojąnie jesteś .Od dziś możesz mnie traktować tak jakby mnie samochód przejechał”. Stała się bardziej wroga,daleka,niedostępna i zagubiona. Próba jakiegokolwiek porozumienia się spełzała na niczym. Na mojepytanie dlaczego zachowuje się tak agresywnie,odpowiadała krzykiem – „bo tak trzeba,pamiętać będziesz to siedem dni”.Krzyczała, szamotała się rozdarta wewnętrznie, szalała,okazywała pogardę,obrzydzenie i niechęć do osób sobie najbliższych,poniewierała wszystkimi świętościami w domu. Na dźwięk mojego głosu dostawała torsji a ciało zmieniało barwę.Próbowałam dotrzeć do niej i zrozumieć powód takiego postępowania.Chciałam jakoś jej pomóc,ale to wszystko wywoływało w niej tylko agresję.Trudno było mi zrozumieć tak diametralną zmianę jej charakteru.Była osobą dojrzałą i samodzielną ,zrównoważoną psychicznie,dobrze rozwiniętą intelektualnie o czym świadczy fakt ukończenia przez nią Uniwersytetu Śląskiego. Wybiegała z domu mówiąc,że ” biegnie do Boga,prawdy i wolności „.Zaglądała do domu na krótko i bardzo rzadko. Wychodząc tłumaczyła się pośpiechem i brakiem czasu. Zrozumiałam,że zachowanie córki jest efektem poddania jej działaniu technikom psychomanipulacji. Po półrocznej nieobecności wróciła do domu. Myślałam,że wszystko wraca do normy.Byłam w błędzie. Teraz myślę,że był to swoisty egzamin,test lojalności i odporności psychicznej na wpływ otoczenia zewnętrznego,zwłaszcza rodzinnego. Był to sprawdzian i ocena psychicznego podporządkowania grupie w której uczestniczyła. „Wróciła” do domu fizycznie,obca duchem,odległa. Jedynym wzorem i autorytetem stali się dla niej baptyści.Poza nimi ignorowała cały świat.Stała się wrogiem, nie czuła więzi rodzinnej. Z pasją wyrażała krytykę osób przejawiających bądź okazujących bliskość w stosunku do siebie.Mówiła,że nie może patrzeć na takie zachowanie.Denerwowała ją czułość i dobre słowo. Sprawiała wrażenie totalnie zniewolonej, obcej,bez potrzeby ciepła rodzinnego i wszystkiego co normalnemu człowiekowi,członkowi rodziny potrzebne. W niedługim czasie oznajmiła,że wychodzi za mąż. Mężem miał zostać studentWBST -Wyższe Baptystyczne Seminarium Teologiczne w Warszawie. Na dwa miesiące przed wyznaczoną datą ślubu córka opuściła dom z sobie znanym człowiekiem,informując,że jest to przyjaciel. Zobaczyłam ją dopiero w dniu jej ślubu który odbył się w Kościele Chrześcijan Baptystów w Katowicach. Przyjęcie weselne zorganizowane na około 80 osób zostało wydane w niższej kondygnacji kościoła. Po ślubie wyjechali do Warszawy i zamieszkali wośrodku Wyższego Baptystycznego Seminarium Teologicznego w Warszawie Radościprzy ul.Szczytnowskiej.Po ukończeniu studiów wynajęli pokoik w Warszawie.Przyszedł na świat wnuk,a po nim drugi.Wówczas relacje pomiędzy córką i mną oraz rodziną poprawiły się. Najwyraźniej nie odpowiadało to mojemu zięciowi. Pojawiły się intrygi w postaci niejasnych telefonów wskazujących na mnie czym rzekomo wprowadziłam zamęt w ich życiu małżeńskim. Innym razem ,podczas próby odwiedzin rodziny córki spotkała mnie bardzo przykra niespodzianka. Córka wyszła na zewnątrz i oznajmiła ,że do mieszkania wpuszczona nie będę,gdyż po ostatniej mojej wizycie dzieci były strasznie rozdrażnione i nie spały po nocach.Banalny pretekst nijak nie pasował do córki jaką znam i wychowałam,dla której,sprzed przystąpienia do baptystów,byłam kochaną mamusią. Mimo tej przykrej sytuacji mobilizowałam siły i starałam się ją odwiedzać.W czasie tych krótkich spotkań widziałam w oczach córki przejawy hamowanej radości.W rozmowie dały się zauważyć;niepamięć pewnych oczywistych zdarzeń , obojętność i niepewność. Na wstępie pisałam, że córka mówiła,że to co robi czy mówi ” będziesz pamiętać tylko siedem dni”. Przyszłość pokazała,że mimo upływu czasu wszystko dokładnie pamiętam ,natomiast córka nie.
Izolowanie córki od rodziny i świata ma na celu utrzymywanie jej w stanie ograniczonej świadomości w ramach której narzucone zasady uznane są za jedyne i absolutnie prawdziwe.
Zdumiewająca jest postawa i zachowanie mojego zięcia,który bądź co bądźukończyłWyższe Baptystyczne Seminarium Teologiczne. Bez żadnego powodu okazuje wrogość i nienawiść do mojej osoby i całej mojej rodziny. Któregoś dnia ,kiedy zajechałam do córki,zięć wykrzyczał, że mam się wynosić.Rzucał na mnie moją garderobę i poniżał bez żadnego powodu.Innym razem po prostu wyrzucił mnie za bramę używając siły fizycznej. Chamstwo i nieprzyjaźń jaką okazywał mi zięć była obserwowana przez panią(opiekunkę-cień),która została mu przydzielona z chwilą rozpoczęcia nauki w Wyższym Baptystycznym Seminarium Teologicznym w Warszawie. Osoba ta pełniąc funkcję „cienia” sprawowała nadzór nad całością życia rodzinnego mojej córki.Odnosiła się do mnie w sposób arogancki i lekceważący.
Przejawy wrogiego traktowania ze strony zięcia dotknęły również jego rodziców.Rozkładają bezradnie ręce nie mogąc”odnaleźć” dawnego syna ,z którym teraz nie można nawiązać normalnego kontaktu. Podobnie jak ja od córki usłyszałam,że nie jestem jej matką tak w tym przypadku ojciec usłyszał od syna,że „nie jest jego ojcem „.
Bez wątpienia został baptystą w podobnych okolicznościach jak moja córka i przeszedł podobną drogę transformacji.
Waga wartości jaką prezentuje jest pewnie adekwatna do stawianych mu wymagań w trakcie studiów i po ich ukończeniu. Przywództwo,kierownictwo,liderowanie,pastorowanie (w tym pewnie nieomylność również) ,psychologia z poszerzeniem zdolności sprawnego komunikowania się i sposobów wpływania na innych,jest wpisane w kształtowanie osobowości studenta Wyższego Baptystycznego Seminarium Teologicznego.
„Uwrażliwienie na wyzwania życia społecznego – rozumiem,że życia rodzinnego także – kształtowanie otwartości na potrzeby innych i gotowość do służby”,to jeden z tematów objętych programem nauczania w Wyższym Baptystycznym Seminarium Teologicznym.
Pozazdrościć skuteczności.
Córka podporządkowana całkowicie,bez własnego zdania, z ograniczoną świadomością oceny sytuacji, nie ma wpływu na swój los,odizolowana,pokorna zamknięta w sobie,obojętna na świat zewnętrzny, zdominowana i dostosowana ,tak to określę,do potrzeb tych którzy nią zawładnęli. Zamknięte środowisko,nadzorowane do granic kontakty z „obcymi” ludźmi ogranicza szansę na otwartość i konstruktywne myślenie. Zagrożeniem jest otwarty świat i to co on niesie. Jest psychicznym więźniem hermetycznego środowiska,skutkiem czego bytuje w izolacji, na marginesie toczącego się wokół życia.Pozbawienie córki swobodnego kształtowania własnej niczym nieskrępowanej rzeczywistości,godzi w jej tożsamość , prawo do wolności intelektualnego rozwoju i światopoglądu.
Wnuki od samych narodzin pozbawione są możliwości wszelkich kontaktów z rodzinami tak z jednej jak i z drugiej strony.Wychowywane są jedynie wśród członków kościoła do którego należą rodzice. Nie mogę pogodzić się z faktem,żew Kościele Chrześcijan Baptystów,będącym przecież,jak w nazwie,chrześcijańskim,opartym na doktrynach Pisma Świętego,relacje rodzinne nie mają wartości.
Kończąc, zacytuję motto mojego profilu: Od grzechu i mądrość człowieka nie uwolni, popełnić go może każdy.- Mikołaj Gogol Dodam:
Zainteresował
mnie problem autorki bloga na tyle, że postanowiłam zgłębić temat.
Dopatruje się w nim wyrafinowanych technik psychomanipulacji. i tak;
stosowanie wobec upatrzonej osoby zachowań narcystycznych. Osobowość
narcystyczna okazuje arogancję i wyniosłość. Wymaga wobec siebie
nadmiernego podziwu. Celem jest zyskać władzę nad upatrzoną osobą.
Sprawca izoluje ofiarę, pozbawia ją kontaktu ze światem zewnętrznym,
wpędza powoli w kompletną zależność. skutkiem narcystycznej agresji
emocjonalnej jest tzw. gaslighting. Ta forma przemocy psychicznej, w
której oprawca tak długo dezorientuje swój cel, aż ten traci normalny
kontakt z rzeczywistością. Kiedy systematycznie się kogoś okłamuje, w
pewnym momencie przestaje on odróżniać prawdę od fałszu. Sprawca
subtelnie przeinacza rzeczywistość, aż ofiara wreszcie przestaje sobie
wierzyć. W tym przypadku posłużono się nawet dziećmi, gdyż po wizycie
babci były one „rozdrażnione i nie spały po nocach”. Zdumiewającym jest
to, iż tego typu niechlubne metody, stosują członkowie kościoła i są
akceptowane w danym środowisku. Nie próbuje się naprawić wyrządzonej
krzywdy, nie tylko autorce, o czym świadczą komentarze wielu osób.
Autorka dzieląc się swoimi doświadczeniami z internautą, przestrzega, co
bardzo dobrze o niej świadczy. Zważywszy, iż to co ją spotkało było
efektem niewiedzy. Kieruję słowa do autorki bloga, żeby nie traciła
nadziei, gdyż córka w którymś momencie zorientuje się, że jest
manipulowana.
Witam.
Przykro mi czytać o Pani doświadczeniach. Ja wychowałem się jako
protestant, mama zaprowadzała mnie na szkółkę niedzielną od dziecka,
swoją pierwszą, dziecięcą wersję Biblii dostałem mając chyba 4 lata. Z
Pani historii bije po dwóch stronach konfliktu pionowe dzielenie ludzi
na zasadzie baptysta = zły/ dobry i katolik = zły/dobry. Tymczasem
ludzie dzielą się poziomo i w każdej grupie ludzi są ludzie wredni i
dobrzy. Ludzie dojrzali i niedojrzali. Wydaje mi się, że w opisanej
przez Panią sytuacji kłopotem jest pewna niedojrzałość. Ludzie, którzy
przechodzą na protestantyzm ( jak Pani narzeczony) często są pod tak
silnym wrażeniem niektórych i wersetów z Pisma Świętego, że działają
zbyt gwałtownie. Nie wiem też z jakiego miasta Pani pochodzi, ale też
często w zborach młodych są również młodzi pastorzy będący sami często
konwertytami „gorącymi”. Czasem mieszanka takiego pastora i wiernego
może dać kiepskie efekty. Ja jako 14letni chłopak w wieku buntu
odszedłem z kościoła z powodu rozczarowania światem. 8 lat byłem
ateistą. W wieku 22 lat wróciłem na stare śmieci. Zobaczyłem, że wiele
błędów popełniłem przez to, że nie trzymałem się nauki Jezusa. Jednak
najważnieksze co chciałem powiedzieć: moja mama nigdy nie zmuszała mnie
do chodzenia do kościoła. Nikt mnie nigdy nie izolował ani nie
szantażował. Nie wiem z jakiego miasta Pani pochodzi, ale nie sądzę,
żeby pastor z dużego miasta w starszym wieku pochwalał taką gwałtowność
zachowań. Kościół ma też swoje zwierzchnictwo, do którego też można się w
różnych sprawach odezwać. Poruszył mnie też wątek przyjaciela Pani
chłopaka, ponieważ sam miałem podobne doświadczenia. W moim przypadku,
moim subiektywnym zdaniem, wiara zrewidowała moje przyjaźnie. Bo jeśli
ktoś się z Panią spotyka, bo może z Panią pić jest godny przyjaźni?
Prawdziwi przyjaciele mi zostali, bez względu na przynależność
wyznaniową. Chrztu nie przyjąłem jeszcze. Żyję z niewierzącą dziewczyną.
Zgodziła się na to, żeby w przyszłości chodziły na szkółkę niedzielną,
co dla mnie jest ważne. Zdecydowaliśmy, że w przyszłości same zdecydują
jaka jest ich religijna (bądź nie) droga. Osobiście uważam, że te
wartości pomogły mi w życiu osiągać wyznaczone cele i nie zmarnować
mojego potencjału. A za sytuacje, w których się od nich odwracałem do
tej pory płacę. Sęk w tym, że te wartości: rodzina, wierność, uczciwa
praca, życie ludzkie są wspólne dla wszystkich chrześcijan, nie tylko
baptystów. Co do radykalizmu: mentalność protestancka różni się od
katolickiej, dlatego obie strony są skazane na pewnego rodzaju
niezrozumienie. Katolicy pielgrzymują do sanktuariów, a protestanci
baaardzo wnikliwie studiują Biblię. Katolicy wieszają w domu święte
obrazki, a protestanci ozdobne wersety biblijne. Jest to różnica
kulturowa. Reasumując: spodziewam się, że w Pani sytuacji nowonawrócony
narzeczony trafił na kogoś, kto przestraszył go, że jak poślubi kobietę
niewierzącą to mogą na tym cierpieć dzieci. Jednak w tej sytuacji
rozsądnie myślącemu człowiekowi nasuwa się pytanie: czy nawet jeśli
pobierająca się para jest wierząca to czy później któraś z osób nie może
odejść z kościoła? Ja znam takie sytuacje w zborach. I co wtedy?
Rozwód? Przecież to głupota. Protestantem jestem i nim zostanę, bo
trafiają do mnie postulaty Reformacji. Czytam Pismo Święte i mam
świadomość, w których momentach Kościół Rzymski łamie jego nakazy.
Jednak mam też świadomość, że czasem niektórym radykałom trzeba
przypomnieć, że Bóg dał im rozum po to, żeby go używali. Mam nadzieję,
że być może uda się Pani jeszcze jakoś zmienić tą sytuację i, że będzie
Pani szczęśliwa. Jednakże wrzucanie wszystkich baptystów do jednej
szufladki jest niesprawiedliwe. To tak jak ja bym patrząc na mojego
sąsiada alkoholika stwierdził, że wszyscy katolicy to alkoholicy.
Ja
miałem przyjemnkosc z adwentystami dnia siodmego. FAktycznie na
poczatku niektorym ludziom odbija. Ja sam miałem nielada problem z
ogranieciem ich teologi i pogodzeniu tego z moimi własnymi
przekonaniami. Ja byłem jedna z tych osob ktorym zaczelo sie lekko
swirowac ala pani narzeczony. po pewnym czasie przestalem chodzic do
kosciola adwentowego. w miedzyczasie poznalem wielu roznych chrzescijan
z roznych denominacji i czytałem biblie na wlasny rachunek. Suma sumarm
całosc wyszla mi na dobre. Ograniczyłem mocno hulanki i swawole.
Zmienil sie moj charakter na zdecydowanie lepszy. Ludzie ktorych
poznałem sa nie pijacy nie palacy nie kradnacy nie kombinujacy nie
przeklinajacy nie zlozyczacy nie obgadujacy i czesto monotematyczni –
albo ich praca albo biblia. Jednak moge na nich polegac. Jesli maja mi
cos zamontowac naprawic zrobia to rzetelnie i przyznaja sie do bledu
jesli cos sknoca. Z katolikami jest zdecydowanie gorzej. Nie wrocilbym
do kosciola katolickiego. ideologia kosciola katolickiego – tak wynika z
moich prywatnych doswiadczen i obserwacji; produkuje ludzi o zachwianej
moralnosci i etyce pracy. Jeszcze zaden protestant mnie nie okradl a
jesli mialem z kims jakis argument to nieszly k@@@wy, przeklenstwa czy
piesci tylko goscie sie za mnie modlili i sprawa czesto predzej niz
pozniej była zalatwiona bo nie jatrzylo sie nienawisci. reasumujac
przygoda z protestantyzmen nauczyła mnie tego zę można życ jak czlowiek
posiadajac wlasna opinie na tematy polityczne czy religijne – wsrod
katolikow zawsze to byl problem. Nie po mysli to odrazu zydokumna …. off
topic. Zcmentowal moja rodzine bo taki w tych kosciolach panuje klimat
rodzino centryczny- nie ma niedzelnego wypadu do marketu i ogladania tv.
Nauczyl szacunku do innych ludzi bo robie cos z „wlasnego serca” a nie
dlatego ze pojde do jakiegos tam nieba. pomogl znalezc mi grupe ludzi
ktorzy kosztuja mnie mniej nerwow bo w pracy takich nie trzeba nonstop
kotrolowac czy czegos nie chca zwedzic albo robia na pol gwizdka, i
staraja sie zdrowo odzywiac… jednym slowem wiecej protestantow bym sobie
zyczyl.
Jestem protestantka i mam identyczne
odczucia. Problem nie tkwi w samym kościele babtystycznym tylko w
ludzkich relacjach. To chore ze zięć nie pozwala się Pani kontaktować z
córką.
Nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje w Twoim życiu. Jestem od 25 ciu lat świadomie wierzący (wyrwany i uwolniony Przez Chrystusa od tradycji), w tym od 17 stu lat w Kościele Chrześcijan Baptystów i nigdy się nie spotkałem z nauczaniem nienawiści w stosunku do kogokolwiek. Kiedy ćwierć wieku temu oddałem swoje życie Chrystusowi, to moja rodzina mnie odrzuciła, a nie ja ich, i prawda jest taka, że jeśli Oni nie chcą słuchać o Nowonarodzeniu, i o Chrystusie, i o Zbawieniu z Łaski, to na pewno ja nie będę z Nimi rozmawiał n/t. tzw. cudów maryjnych, ani o żadnych innych objawieniach poza Biblijnych, i tutaj zaczyna się problem nieporozumień rodzinnych. To jest główna podstawa wszystkich problemów, ponieważ ludzie Nowonarodzeni kierują się już Nauką Chrystusa; a rzymski katolicyzm odrzucają, wraz z jego nauczaniem, obrzędami, obchodzeniem różnorakich świąt i różnych urojonych rocznic.
Wynika z tego, że wszystko czego nie ma w Piśmie Świętym, a pochodzi z katolicyzmu lub innej religii jest automatycznie odrzucane
odpowiedź:
Hm,pisze Pan nazywając siebie „Świadomie wierzącym” i w takiej świadomości pozostaje pan od 25 lat z przerwą po upływie której przystąpił pan do Kościoła Chrześcijan Baptystów.Własna rodzina odrzuciła pana z powodu zmiany przynależności kościelnej,a pan,w swej dobrze rozumianej „świadomej wierze” ,rodziny swojej nie odrzuca,co niewątpliwie zasługuje na uznanie.Istnieje jednak w pana tonie,pewna niekonsekwencja,może nawet nieświadomość tego,że próbuje swoją rodzinę „przeciągnąć” narzucając jej w kategoryczny sposób swój pogląd,kierując rozmowę/y/ na tematy biblijne,formułowane w modelu zachowań baptystów.W tym miejscu pozwolę sobie przytoczyć cytat z pana komentarza : ”.. i prawda jest taka, że jeśli Oni nie chcą słuchać o Nowonarodzeniu, i o Chrystusie, i o Zbawieniu z Łaski, to na pewno ja nie będę z Nimi rozmawiał …” ,a można przecież rozmawiać na różne tematy,niekoniecznie biblijne,dbając o dobre stosunki z bliźnimi.
Pana postępowanie oceniam jako element szerszego działania związanego z dyskredytacją katolików,idealizując baptystów.Przypuszczam,że tak jest w pańskim życiu codziennym i nie tylko w odniesieniu do własnej rodziny.
Pozdrawiam
Alicja
Gość: Ala, *.
2017/02/24 23:41:40
Witam
Mam zupełnie odmienne zdanie o osobach o tym wyznaniu. Sama jestem katoliczką, ale w wieku ok 20 lat byłam 2 razy na organizowanym przez ten kościół obozie z językiem angielskim. W tej chwili zastanawiam się czy wysłać na taki obóz syna - nastolatka. Naprawdę nie widziałam nic złego w tych ludziach, a wręcz przeciwnie. Są bardziej wierzący niż większość katolików, bardziej przywiązują wagę do grzechu. Nikt nie próbował mnie przeciągnąć na ich wiarę. Oczywiście były dyskusje o piśmie św, o różnicach w religii, ale nikt nie mówił, że pójdę do piekła jeżeli nie przejdę na ich wiarę. Nie ma też żadnej izolacji w kontaktach z ludźmi innego wyznania. A z kościoła można nie tylko odejść, można nawet zostać wykluczonym, jeżeli nie żyje się zgodnie z przykazaniami. A zachowanie córki i zięcia na pewno nie jest zgodne z zasadami tej religii, więc albo mają jakieś powody by się w ten sposób się zachowywać, albo po prostu są złymi ludźmi, jacy zdarzają się w każdej wierze :)
Witam serdecznie. Proszę Pani,nie będę się rozpisywać bo właściwie nie mam nic do dodania.Zwrócę jedynie uwagę na to,że w treści bloga jest wspomniane o przyjaźni mojej córki z baptystką z okresu kiedy uczęszczały do szkoły średniej.Nie miałam nic przeciwko tej bliskiej znajomości,dopóty dopóki ...ale było już za późno. Proponuję zapoznać się bliżej z treścią publikowanych komentarzy oraz odpowiedzią moją do niektórych z nich. Pozdrawiam - Alicja baptyscimytrauma.blox.pl/
Czytam każdy komentarz,niestety jestem katoliczką .Mąż przeszedł do Babtystów .Obiecał że nic nie będzie na przeszkodzie by przeszkadzać w wyznawaniu religii i wiary katolickiej.To tylko obiecanki,jak to w ich stylu powolutku ale do celu.Zaczęła się gehenna.Zaczął mącić w głowach dzieci.Oświadczył że jest uczniem Chrystusa ,my idziemy na zatracenie do piekła.i.t.p.postępuje jak kat nad duszą. Byłam na skardze u ich pastora ale to na nic.Za wszelką,cenę chce załamać psychicznie może ulegnę i będę na jego rozkazy.Proszę uwierzyć szukam drogi wyjścia chcę odejść ale pytam drodzy Katolicy dokąd
RELIGIA JEST DOBRA DLA LUDZI ZDROWYCH PSYCHICZNIE. Na tym moją wypowiedź mógłbym skończyć. Od lat tekst Autorki tego bloga jest w czołówce jeśli chodzi o wyszukiwarkę Google. Człowiek chce się czegoś dowiedzieć o Baptystach i na początku trafia na tekst „Baptyści – mój koszmar”. Jeśli chodzi o mnie, widziałem w swoim życiu dość Katolików, Prawosławnych, Protestantów, i ogólnie mówiąc członków różnych odmian Chrześcijaństwa – również Baptystów. W znakomitej większości byli i są to ludzie, którym obce są zachowania w stylu córki czy zięcia, opisanych przez Autorkę tekstu „Baptyści – mój koszmar”. Ot po prostu byli i są to mniej lub bardziej gorliwi wyznawcy swojej wiary – uczciwi, kulturalni, stabilni emocjonalnie, rodzinni… Widziałem też ludzi fanatycznych, dziwacznych, „splątanych emocjonalnie”, wzajemnie oskarżających się o sekciarstwo, brak zbawienia, zmierzanie w stronę piekła itp. Kontakt z takimi bywa nieprzyjemny. Dziwnym trafem, bywa że za tymi postawami stoją specyficzne cechy ludzkiej osobowości albo zwyczajny i naturalny skutek świeżej zmiany przynależności religijnej (neofici). W skrajnych przypadkach bywają to problemy natury psychicznej, żeby nie powiedzieć psychiatrycznej. Taka już jest natura religijnego życia ludzkości. W skrajnych przypadkach mieliśmy i mamy w różnych zakątkach Świata wojny religijne.
Natomiast Autorka komentowanego tekstu…? Cóż. Mając na uwadze wiedzę powszechną nt. Baptystów (choćby tylko zob. Wikipedia), trochę się Pani zagalopowała i narobiła fermentu. Dziwne, że Baptyści nie podali tego do sądu. Czym to się różni od chorych postaw fanatyków religijnych…? Mnie osobiście tekst Autorki przypomina podobne oskarżenia pod adresem Katolików na podstawie grzechów czy wręcz przestępstw poszczególnych członków tego Kościoła. Uogólnianie, prywata, emocje i brak obiektywnej wiedzy. Jaki z tego pożytek? Niech każdy odpowie sobie sam.
Zgadzam się z Panem,że RELIGIA JEST DOBRA DLA LUDZI ZDROWYCH PSYCHICZNIE.Zdrowych psychicznie można jednak podstępnie oszukać i wykorzystać mentalnie.Wystarczy zaintrygować ofiarę,znaleźć jej niestabilność emocjonalną np.:wieku młodzieńczego, i gotowe.Zdrowie psychiczne ofiary zostaje załamane, ulega skrzywieniu stając się odtąd „zdrową psychicznie inaczej”,w pełni pożądaną w danym środowisku.Powstanie mojego bloga,tak bardzo zakłócającego Pana koncentrację w pozyskiwaniu większej wiedzy na temat baptystów,poza tą powszechną z Wikipedii,jest efektem faktu zaistniałego w moim życiu.Opisanie tego w blogu znakomicie pogłębia wiedzę zainteresowanych tematem.Taki z tego pożytek [sic]. Z treści Pana wypowiedzi wnioskuję,że doskonale jest Pan zorientowany w tym,jak zmienić(zmieniać) istniejącą strukturę relacji faktów na rozłożenie jej w logiczną współodpowiedzialność ze wskazaniem na Kościół Katolicki.
Przywołam motto mojego bloga „Baptyści – mój koszmar”:”Od grzechu i mądrość człowieka nie uwolni, popełnić go może każdy „. Nie rozwijam tej myśli bo widzę w niej głębię.Jaką ?…. „Niech każdy odpowie sobie sam”[sic] .
Pozdrawiam
Alicja.
~Anna 11 stycznia 2016 o 22:28
Ci cali babtyści nie mają pojecia o miłości bliźniego – każdy kto nienawidzi swej matki czy ojca czy w ogóle kogokolwiek za to, że nie jest babtystą lub nie jest taki przenajświętszy jako oni, itd. nie jest wcale chrześcijaninem! Miłuj bliźniego swego jak siebie samego, miłujcie się mowi Pan – a nie wymądrzajcie się w swej nieby „świętości” – szkoda, pani córki, zgłupiała dziewczyna, a jako chrześcijanka powinna Panią kochać i szanować w pokoju i wyrozumiałości i wdzięczności za rodzinę, tymczasem wyszła za mąż za wariata pod pozorem niby tzw. świętości, jaka szkoda, jaka głupota, ale sama cały czas płaci za to wysoką cenę, ;ecz sama jeszcze tego nie widzi – współuczję Pani bardzo.
Droga Pani,
Bardzo Pani wspolczuje zaistnialej sytuacji. Najgorsze co moze byc dla matki, to stracic dziecko, bo pewnie tak sie Pani czuje. Ja od wielu lat chodze do Kosciola Zielonoswiatkowego, ale od Baptystow malo czym sie roznia. Same koscioly nigdy nie slyszalam, by namawialy do zerwania kontaktu z rodzina, wrecz przeciwnie, nie raz na kazaniach jest mowa o tym by szanowac rodzicow bez wzgledu na to kim sa i w kogo wierza. Znam wielu katolikow, zielonoswiatkowcow , baptystow. Dla mnie nie ma znaczenia w co wierzysz, tylko kim jestes. Jesli chodzi o Pani corke…mysle, ze przezyla ona zafascynowanie religia jako taka , niekoniecznie baptystyczna. To tak jak fascynujemy sie muzyka, ideologia, polityka.. Religia pochlonela Pani corke bez reszty. A Pan Bog jest dosyc malo religijny… Pan Bog stawia na relacje z drugim czlowiekiem. Niestety Pani corka i Pani ziec, zdaja sie tego nie rozumiec. Znam takie osoby rowniez i w moim kosciele, na szczescie sa to wyjatki i czesto po czasie ta niezdrowa fascynacja mija, a zostaje po prostu Pan Bog, ktory nigdy nie naklania do zlego! Moja rada? Po 1. W kosciolach bardzo wazne sa autorytety! Jesli zna Pani pastora swojej corki, najpierw poszlabym do niego. Nie z pretensjami, ale z prosba zatroskanej matki o pomoc. Jesli to nie pomoze, poszlabym do biskupa. Kogos kto jest nad pastorem. Takie parktyki w kosciele baptystycznym sa nie do pomyslenia i jestem pewna ,ze Pani pomoga. Po.2. Radzilabym zmienic ton tego bloga. Krytykujac wybor Pani corki , tylko ja Pani drazni i coraz bardziej oddala od siebie (to tak jak rodzice mowia nam bysmy nie spotykali sie z panem x lub y to bedziemy i tak to robic na przekor). Po 3. Robilabym wszystko by znalezc namiary do corki i starac sie z nia SPOKOJNIE porozmawiac,starajac sie zaakceptowac wybory corki ale jednoczesnie prosic ja o zrozumienie Pani troski. Zycze powodzenia i szczerze mowiac, krytykowanie calego kosciola baptystycznego (niestety tak sugeruje nie tylko wpis, ale nawet tytul bloga) jest troche nie na miejscu i moze doprowadzic do wielu niepotrzebnych zranien. Pozdawiam serdecznie.
Kamilu – debilu,” w zboże” to ty możesz co najwyżej skoczyć na siku. W zborze i ja bywałem i baptystów trochę poznałem, najpierw byli mili, na obiadki ciągnęli, cuda niewidy obiecywali. A potem plucie na inne wyznania, a szczególnie na katolików, wyzywanie papieża od szatanów itp. Uciekłem od nich i chyba przez rok nie dawali mi spokoju, namawiali, werbowali, wreszcie się obrazili i oplotkowali mnie. Mam to gdzieś. Do katolików nie wrócę, ale od baptystów Panie Boże chroń ! Jedno dobre w twojej wypowiedzi – to szczerość. Pokazałeś prawdziwą twarz baptysty.
Pani Alicjo kochana, bardzo Pani dziekuje za te informacje. Pani jedyna
"wina" jest to, iz kiedy to sie zaczęło nie miała Pani wystarczającej
wiedzy na ten temat i nie mogla w pore zareagowac. Jest Pani bardzo
inteligentna osoba. Kiedys bylam na zebraniu u Swiadkow Jehowy.
Slyszalam rozmowe dwoch "siostr", ktore z pogarda mowily o jakiejs
katoliczce, ze jest kosciolkowa, tak ja okreslily. Oni rowniez twierdza,
ze opieraja sie na Pismie Swietym, ich publikacje sa pelne rodzinnych
obrazkow itd. Coz z tego, jesli kryja sie za tym autentyczne ludzkie
tragedie. Babtysci maja duzo bardziej biblijne nauki niz Swiadkowie
Jehowy, ale jak widac z licznych tutaj umieszczonych swiadectw dochodzi
tutaj rowniez czasami do niebezpiecznej izolacji od kochajacej przeciez
rodziny. Ja jako matka dziekuje Pani za ten wpis. Powiem tylko, ze kiedy
rozmawialam ze SJ pojawial sie u mnie taki sam bunt i pycha oraz
nieuzasadnione poczucie wyzszosci. Wprowadzony zostal niepokoj.
Wyklocalam sie z moja
matka o rozne kwestie. Bylam taka "oswiecona".
Na szczescie otrzymalam pomoc w postaci osoby dobrze znajacej biblie,
ktora juz w pierwszym spotkaniu pokazala mi, jak SJ manipuluja Pismem.
Powrocil spokoj.
Cynizmem wielkim sa wpisy niektorych osob
sugerujace, ze corka autorki miala dziure w mozgu, cierpi na borderline
lub CHAD. Wyraznie autorka wskazuje, iz wszystko to zaczelo dziac sie w
czasie kiedy corka zwiazala sie z babtystami.
Jezeli chodzi o SJ to
polecam strone Pana Piotra Andryszczaka, wspaniale demaskuje ich
manipulacje. Co gorsza pokazuje, jak w te piekne rodzinne obrazki sa
wplatane symbole okultystyczne. Nie wszystko zloto co sie swieci. Uwaga!
Nie pisze tu o babtystach.
Straszenie autorki sadem jest nie na
miejscu, mamy jeszcze dzieki Bogu wolnosc slowa. A zadne szkalowanie to
nie jest. Kazdy ma prawo podzielic sie swoim doswiadczeniem.
Nie
uwazam tez, ze wizyta u pastora cos zmieni. Skoro w domu pojawila sie
narzucona osoba do kontroli, to jest to ewidentne celowe dzialanie i
nacisk. Problem w tym, ze mozg Pani corki zostal przeprogramowany i z
tego, co Pani pisze wynika, ze ona zyje jak bezwolna istota. Zeby tylko
nie stracila sensu zycia, bo stad niedaleko do samounicestwienia.
W
takich wspolnotach latwiej przeprowadzic taka kontrole mozgu. Nie
oznacza to jednak, ze wszedzie jest zlo. Swiadectwa babtystow tu
zamieszczone moga z cala pewnoscia byc prawdziwe.Chodzi o te wpisy
mowiace o dobrych relacjach w rodzinach.
W kazdym razie blog jest jak
najbardziej wartosciowy. Pokazuje, iz potrzebna jest czujnosc i szybkie
centrum reagowania. Tak swoja droga, to moja mama w takiej sytuacji
zrobilaby taka awanture w tym nieboskim przybytku, ze szybko odechcialo
by im sie tego, bym byla w ich szeregach. Czasami to najskuteczniejsza i
najlepsza metoda. To, cozrobiono jest nieludzkie.
Nie zgodze sie
rowniez z tym, ze jak ktos okreslil religia jest dla zdrowych
psychicznie, nie kazdy bowiem ma wiedze na temat tego, jakie sa
narzedzia manipulacji. Ofiarami padaja takze ludzie o bardzo wysokim
poziomie inteligencji i bardzo stabilni emocjonalnie. Psychomanipulacja
moze byc procesem bardzo powolnym, wrecz niezauwazalnym. Dziala jak
wirus.
Pozdrawiam wszystkich wierzacych i niewierzacych, a autorce zycze, aby jej zycie sie odmienilo ☺
Nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje w Twoim życiu. Jestem od 25 ciu lat świadomie wierzący (wyrwany i uwolniony Przez Chrystusa od tradycji), w tym od 17 stu lat w Kościele Chrześcijan Baptystów i nigdy się nie spotkałem z nauczaniem nienawiści w stosunku do kogokolwiek. Kiedy ćwierć wieku temu oddałem swoje życie Chrystusowi, to moja rodzina mnie odrzuciła, a nie ja ich, i prawda jest taka, że jeśli Oni nie chcą słuchać o Nowonarodzeniu, i o Chrystusie, i o Zbawieniu z Łaski, to na pewno ja nie będę z Nimi rozmawiał n/t. tzw. cudów maryjnych, ani o żadnych innych objawieniach poza Biblijnych, i tutaj zaczyna się problem nieporozumień rodzinnych. To jest główna podstawa wszystkich problemów, ponieważ ludzie Nowonarodzeni kierują się już Nauką Chrystusa; a rzymski katolicyzm odrzucają, wraz z jego nauczaniem, obrzędami, obchodzeniem różnorakich świąt i różnych urojonych rocznic. Wynika z tego, że wszystko czego nie ma w Piśmie Świętym, a pochodzi z katolicyzmu lub innej religii jest automatycznie odrzucane
odpowiedź:
Hm,pisze Pan nazywając siebie „Świadomie wierzącym” i w takiej świadomości pozostaje pan od 25 lat z przerwą po upływie której przystąpił pan do Kościoła Chrześcijan Baptystów.Własna rodzina odrzuciła pana z powodu zmiany przynależności kościelnej,a pan,w swej dobrze rozumianej „świadomej wierze” ,rodziny swojej nie odrzuca,co niewątpliwie zasługuje na uznanie.Istnieje jednak w pana tonie,pewna niekonsekwencja,może nawet nieświadomość tego,że próbuje swoją rodzinę „przeciągnąć” narzucając jej w kategoryczny sposób swój pogląd,kierując rozmowę/y/ na tematy biblijne,formułowane w modelu zachowań baptystów.W tym miejscu pozwolę sobie przytoczyć cytat z pana komentarza : ”.. i prawda jest taka, że jeśli Oni nie chcą słuchać o Nowonarodzeniu, i o Chrystusie, i o Zbawieniu z Łaski, to na pewno ja nie będę z Nimi rozmawiał …” ,a można przecież rozmawiać na różne tematy,niekoniecznie biblijne,dbając o dobre stosunki z bliźnimi.
Pana postępowanie oceniam jako element szerszego działania związanego z dyskredytacją katolików,idealizując baptystów.Przypuszczam,że tak jest w pańskim życiu codziennym i nie tylko w odniesieniu do własnej rodziny.
Pozdrawiam
Alicja
Gość: Ala, *.
2017/02/24 23:41:40
Witam
Mam
zupełnie odmienne zdanie o osobach o tym wyznaniu. Sama jestem
katoliczką, ale w wieku ok 20 lat byłam 2 razy na organizowanym przez
ten kościół obozie z językiem angielskim. W tej chwili zastanawiam się
czy wysłać na taki obóz syna - nastolatka. Naprawdę nie widziałam nic
złego w tych ludziach, a wręcz przeciwnie. Są bardziej wierzący niż
większość katolików, bardziej przywiązują wagę do grzechu. Nikt nie
próbował mnie przeciągnąć na ich wiarę. Oczywiście były dyskusje o
piśmie św, o różnicach w religii, ale nikt nie mówił, że pójdę do piekła
jeżeli nie przejdę na ich wiarę. Nie ma też żadnej izolacji w
kontaktach z ludźmi innego wyznania. A z kościoła można nie tylko
odejść, można nawet zostać wykluczonym, jeżeli nie żyje się zgodnie z
przykazaniami. A zachowanie córki i zięcia na pewno nie jest zgodne z
zasadami tej religii, więc albo mają jakieś powody by się w ten sposób
się zachowywać, albo po prostu są złymi ludźmi, jacy zdarzają się w
każdej wierze :)
Witam serdecznie. Proszę
Pani,nie będę się rozpisywać bo właściwie nie mam nic do dodania.Zwrócę
jedynie uwagę na to,że w treści bloga jest wspomniane o przyjaźni mojej
córki z baptystką z okresu kiedy uczęszczały do szkoły średniej.Nie
miałam nic przeciwko tej bliskiej znajomości,dopóty dopóki ...ale było
już za późno. Proponuję zapoznać się bliżej z treścią publikowanych komentarzy oraz odpowiedzią moją do niektórych z nich. Pozdrawiam - Alicja baptyscimytrauma.blox.pl/ http://baptysci-mojedoswiadczenia.blog.onet.pl/2016/02/19/komentarze-2016-r/
Czytam
każdy komentarz,niestety jestem katoliczką .Mąż przeszedł do Babtystów
.Obiecał że nic nie będzie na przeszkodzie by przeszkadzać w wyznawaniu
religii i wiary katolickiej.To tylko obiecanki,jak to w ich stylu
powolutku ale do celu.Zaczęła się gehenna.Zaczął mącić w głowach
dzieci.Oświadczył że jest uczniem Chrystusa ,my idziemy na zatracenie
do piekła.i.t.p.postępuje jak kat nad duszą. Byłam na skardze u ich
pastora ale to na nic.Za wszelką,cenę chce załamać psychicznie może
ulegnę i będę na jego rozkazy.Proszę uwierzyć szukam drogi wyjścia chcę
odejść ale pytam drodzy Katolicy dokąd
RELIGIA JEST DOBRA DLA LUDZI ZDROWYCH PSYCHICZNIE. Na tym moją
wypowiedź mógłbym skończyć. Od lat tekst Autorki tego bloga jest w
czołówce jeśli chodzi o wyszukiwarkę Google. Człowiek chce się czegoś
dowiedzieć o Baptystach i na początku trafia na tekst „Baptyści – mój
koszmar”. Jeśli chodzi o mnie, widziałem w swoim życiu dość Katolików,
Prawosławnych, Protestantów, i ogólnie mówiąc członków różnych odmian
Chrześcijaństwa – również Baptystów. W znakomitej większości byli i są
to ludzie, którym obce są zachowania w stylu córki czy zięcia, opisanych
przez Autorkę tekstu „Baptyści – mój koszmar”. Ot po prostu byli i są
to mniej lub bardziej gorliwi wyznawcy swojej wiary – uczciwi,
kulturalni, stabilni emocjonalnie, rodzinni… Widziałem też ludzi
fanatycznych, dziwacznych, „splątanych emocjonalnie”, wzajemnie
oskarżających się o sekciarstwo, brak zbawienia, zmierzanie w stronę
piekła itp. Kontakt z takimi bywa nieprzyjemny. Dziwnym trafem, bywa że
za tymi postawami stoją specyficzne cechy ludzkiej osobowości albo
zwyczajny i naturalny skutek świeżej zmiany przynależności religijnej
(neofici). W skrajnych przypadkach bywają to problemy natury
psychicznej, żeby nie powiedzieć psychiatrycznej. Taka już jest natura
religijnego życia ludzkości. W skrajnych przypadkach mieliśmy i mamy w
różnych zakątkach Świata wojny religijne.
Natomiast Autorka komentowanego tekstu…? Cóż. Mając na uwadze wiedzę
powszechną nt. Baptystów (choćby tylko zob. Wikipedia), trochę się Pani
zagalopowała i narobiła fermentu. Dziwne, że Baptyści nie podali tego do
sądu. Czym to się różni od chorych postaw fanatyków religijnych…? Mnie
osobiście tekst Autorki przypomina podobne oskarżenia pod adresem
Katolików na podstawie grzechów czy wręcz przestępstw poszczególnych
członków tego Kościoła. Uogólnianie, prywata, emocje i brak obiektywnej
wiedzy. Jaki z tego pożytek? Niech każdy odpowie sobie sam.
Zgadzam się z Panem,że RELIGIA JEST DOBRA DLA LUDZI ZDROWYCH
PSYCHICZNIE.Zdrowych psychicznie można jednak podstępnie oszukać i
wykorzystać mentalnie.Wystarczy zaintrygować ofiarę,znaleźć jej
niestabilność emocjonalną np.:wieku młodzieńczego, i gotowe.Zdrowie
psychiczne ofiary zostaje załamane, ulega skrzywieniu stając się odtąd
„zdrową psychicznie inaczej”,w pełni pożądaną w danym
środowisku.Powstanie mojego bloga,tak bardzo zakłócającego Pana
koncentrację w pozyskiwaniu większej wiedzy na temat baptystów,poza tą
powszechną z Wikipedii,jest efektem faktu zaistniałego w moim
życiu.Opisanie tego w blogu znakomicie pogłębia wiedzę zainteresowanych
tematem.Taki z tego pożytek [sic]. Z treści Pana wypowiedzi wnioskuję,że
doskonale jest Pan zorientowany w tym,jak zmienić(zmieniać) istniejącą
strukturę relacji faktów na rozłożenie jej w logiczną
współodpowiedzialność ze wskazaniem na Kościół Katolicki.
Przywołam motto mojego bloga „Baptyści – mój koszmar”:”Od grzechu i
mądrość człowieka nie uwolni, popełnić go może każdy „. Nie rozwijam tej
myśli bo widzę w niej głębię.Jaką ?…. „Niech każdy odpowie sobie
sam”[sic] .
Pozdrawiam
Alicja.
~Anna 11 stycznia 2016 o 22:28
Ci cali babtyści nie mają pojecia o miłości bliźniego – każdy kto
nienawidzi swej matki czy ojca czy w ogóle kogokolwiek za to, że nie
jest babtystą lub nie jest taki przenajświętszy jako oni, itd. nie jest
wcale chrześcijaninem! Miłuj bliźniego swego jak siebie samego, miłujcie
się mowi Pan – a nie wymądrzajcie się w swej nieby „świętości” –
szkoda, pani córki, zgłupiała dziewczyna, a jako chrześcijanka powinna
Panią kochać i szanować w pokoju i wyrozumiałości i wdzięczności za
rodzinę, tymczasem wyszła za mąż za wariata pod pozorem niby tzw.
świętości, jaka szkoda, jaka głupota, ale sama cały czas płaci za to
wysoką cenę, ;ecz sama jeszcze tego nie widzi – współuczję Pani bardzo.
Droga Pani,
Bardzo Pani wspolczuje zaistnialej sytuacji. Najgorsze co moze byc dla
matki, to stracic dziecko, bo pewnie tak sie Pani czuje. Ja od wielu lat
chodze do Kosciola Zielonoswiatkowego, ale od Baptystow malo czym sie
roznia. Same koscioly nigdy nie slyszalam, by namawialy do zerwania
kontaktu z rodzina, wrecz przeciwnie, nie raz na kazaniach jest mowa o
tym by szanowac rodzicow bez wzgledu na to kim sa i w kogo wierza. Znam
wielu katolikow, zielonoswiatkowcow , baptystow. Dla mnie nie ma
znaczenia w co wierzysz, tylko kim jestes. Jesli chodzi o Pani
corke…mysle, ze przezyla ona zafascynowanie religia jako taka ,
niekoniecznie baptystyczna. To tak jak fascynujemy sie muzyka,
ideologia, polityka.. Religia pochlonela Pani corke bez reszty. A Pan
Bog jest dosyc malo religijny… Pan Bog stawia na relacje z drugim
czlowiekiem. Niestety Pani corka i Pani ziec, zdaja sie tego nie
rozumiec. Znam takie osoby rowniez i w moim kosciele, na szczescie sa to
wyjatki i czesto po czasie ta niezdrowa fascynacja mija, a zostaje po
prostu Pan Bog, ktory nigdy nie naklania do zlego! Moja rada? Po 1. W
kosciolach bardzo wazne sa autorytety! Jesli zna Pani pastora swojej
corki, najpierw poszlabym do niego. Nie z pretensjami, ale z prosba
zatroskanej matki o pomoc. Jesli to nie pomoze, poszlabym do biskupa.
Kogos kto jest nad pastorem. Takie parktyki w kosciele baptystycznym sa
nie do pomyslenia i jestem pewna ,ze Pani pomoga. Po.2. Radzilabym
zmienic ton tego bloga. Krytykujac wybor Pani corki , tylko ja Pani
drazni i coraz bardziej oddala od siebie (to tak jak rodzice mowia nam
bysmy nie spotykali sie z panem x lub y to bedziemy i tak to robic na
przekor). Po 3. Robilabym wszystko by znalezc namiary do corki i starac
sie z nia SPOKOJNIE porozmawiac,starajac sie zaakceptowac wybory corki
ale jednoczesnie prosic ja o zrozumienie Pani troski. Zycze powodzenia i
szczerze mowiac, krytykowanie calego kosciola baptystycznego (niestety
tak sugeruje nie tylko wpis, ale nawet tytul bloga) jest troche nie na
miejscu i moze doprowadzic do wielu niepotrzebnych zranien. Pozdawiam
serdecznie.
Kamilu – debilu,” w zboże” to ty możesz co najwyżej skoczyć na siku. W
zborze i ja bywałem i baptystów trochę poznałem, najpierw byli mili, na
obiadki ciągnęli, cuda niewidy obiecywali. A potem plucie na inne
wyznania, a szczególnie na katolików, wyzywanie papieża od szatanów itp.
Uciekłem od nich i chyba przez rok nie dawali mi spokoju, namawiali,
werbowali, wreszcie się obrazili i oplotkowali mnie. Mam to gdzieś. Do
katolików nie wrócę, ale od baptystów Panie Boże chroń ! Jedno dobre w
twojej wypowiedzi – to szczerość. Pokazałeś prawdziwą twarz baptysty.
Podobną rzecz przechodziłem sam osobiście, kiedy zwerbowali mnie
zielonoświątkowcy. Z początku wielka przyjaźń i serdeczność, z czasem
kiedy już myślano, że jestem niewzruszony i zaufany zaczęły się ataki na
inne kościoły, wpajano nam, że tylko zieloni są jedynozbawczy.
Oczywiście trzeba było odwrócić się od „nie nawróconej” rodziny i
kolegów spoza zboru. Zacząłem zastanawiać się czy taka polityka izolacji
pomoże w głoszeniu ewangelii i otwarciu się na ludzi z zewnątrz. Po
kilku latach zrozumiałem, że bez miłości do Chrystusa i innych ludzi nic
nie zrobię. Z jednej strony izolacja z drugiej werbowanie.
Postanowiłem, że gdy mam głosić ewangelię, mam głosić Chrystusa i i
przyprowadzać ludzi do Chrystusa a nie do zboru. Zrozumiałem, że
Chrystus króluje tam, gdzie się Go wyznaje całym sercem i ustami swymi,
niezależnie od wyznania religijnego. Obecnie sympatyzuję z kościołem
katolickim baptystami i zielonymi. Znalazłem inny zbór zielonoświątkowy,
w którym pastor głosi szczerze Chrystusa nie patrząc na wyznanie,
utrzymuje on kontakty z katolikami, ewangelikami, baptystami i jak sam
kiedyś powiedział, że wielkość kościoła nie zależy od ilości wiernych
ale od miłości do Chrystusa i ludzi. Jestem obecnie otwarty na wyznania religijne,
gdzie pierwsze miejsce ma Pan Jezus, chodzę na msze katolickie,
nabożeństwa protestanckie i to mi nie przeszkadza być chrześcijaninem.
Bóg jest wszędzie i wszędzie Go można wzywać, a bez miłości i Chrystusa
nie dostąpimy zbawienia. /-/
Moj narzeczony, 3 lata temu wstapil do kosciola zielonoswiatkowego. Niby nie to samo, ale niekoniecznie. Jezdzil na przyklad jako opiekun dzieci, na kolonie organizowane przez babtystow, m.in w Wisle. A teraz o nim….odkad stal sie nowonarodzony, zaczely zachodzic w nim ogromne zmiany. Niestety, w ogolnym rozrachunku na niekorzysc. Wczesniej wesoly, wysportowany facet, trenujacy boks, majacy szereg zainteresowan i wiedze na wiele tematow, stal sie poszczacym, umartwiajacym sie czlowiekiem, z wiecznym smutkiem na twarzy. Kiedy mu mowilam, ze zmienila mu sie twarz, ze jego oczy stracily radosc o blask, mowil, ze blask i radosc ma w sercu, bo odkryl Jezusa….Zrezygnowal ze wszystkiego, co go do tej pory interesowalo, zadnej TV, radia, tylko Bibila, po kilka godzin dziennie. Jadac autobusem, tramwajem, godzine przed snem, modlac sie na grupach tzw. domowych. W pelni zostal zaangazowany do roznego rodzaju „sluzb”. Zbieral pieniadze do kapelusza, czyli tacy., oczywiscie placil dziesiecine. W ciagu roku, z odlozonych wczsniej na mieszkanie 15 tys, nie zostalo nic. A to na sierociniec w indiach, a to na przesladowanych chrzescijan gdzies tam. Z czasem zaczal odsuwac wszystkich do tej pory waznych w jego zyciu. Przyjaciela od 17 lat, o ktorym mowil, ze to takie szczescie posiadac takiego, odsunal bez slowa wyjasnienia. Powiedzialam wtedy z placzem, ze czuje, ze i moj czas nadejdzie…odparl, ze nie, ja jestem narzeczonka…. Na poczatku roku byla juz jedna rozmowa, ze powinnismy poczekac ze slubem, az ja sie nawroce….Po rozmowie z pastorem, ktory rzekomo stwierdzil, ze poblogoslawi nasz zwiazek. sprawa ucichla….Narzeczony podpisal umowe przedwstepna o kredyt na mieszkanie, wplacony byl zadatek, slubu wczesniej nie bralismy z uwagi na to, ze pracowalam kilka lat za granica, a nie w Polsce i to on mial brac kredyt…W ciagu niecalych dwoch tygodni, rozpoczela sie rozmowa, ktora zmierzala niestety nie do szczesliwego finalu, a do ostatecznego rozpadu naszego zwiazku. Mielismy sie pobrac w ciagu 2 m-cy…narzeczony oswiadczyl, ze niewazne jakim jestem czlowiekiem, najwazniejsza okazala sie swiadomosc, ze nie jestem na drodze do zbawienia…ze nie ide za Jezusem. Jeszcze jednego dnia rozmawialismy, mowil, ze bedzie ratowal nasz zwiazek, ze pojdzie na terapie, a po 3 godzinach z radoscia mi oznajmil, ze wszystko bedzie dobrze, ale ze Bog ma dla nas plan i tym planem nie jest nasze malzenstwo….Ze wszyscy, na kosciele ulicznym, na ktory poszedl modlili sie o niego i on poczul obecnosc boza…wiec malzenstwem byc nie mozemy, bo im blizej okreslal sie w terminie nasz slub, tym on bardziej czul, jak sie oddala od Boga…Nie pomogl moj placz… Zrezygnowal z mieszkania, z planow i wyprowadzil sie domu rodzinnego, do pokoiku ze studentami. On sam jest po 30-tce. Mieszka w 6 metrowym pokoiku, „w ktorym jest materac, szafa, biurko i kaloryfer, wszystko, co trzeba” Wielbi Jezusa pare godzin dziennie, spiewaja piesni uwielbienia i modla sie po kilka godzin…..Zal mi serce sciska, bo nie dosc, ze czuje ze zmarnowalam sobie zycie, to kiedy na niego patrze, a jeszcze kiedy slysze co mowi, wiem, ze zrobili z niego czlowieka marionetke. Na zawolanie ludzi ze wspolnoty. Codziennie dostawal smsy od jednej „siostry” z cytatami z Pisma. Inwigilacja na calego…Jest mi okropnie smutno. Przestrzegam innych, jesli nie jestescie silnego charakteru, nie bawcie sie w zadne koscioly zielonoswiatkowe, babtystyczne, czy ogolnie charyzmatyczne. Upiora wam mozg, zanim sie zorientujecie. Moj narzeczony byl kochanym, cudownym czlowiekiem…czuje sie, jakby umarl…
Komentarz do postu "Pragnę tylko normalności" oraz moja odpowiedź na ten komentarz.Ze względu na jego głęboko refleksyjny charakter publikuję całość również w formie postu.
Proszę Pani w ten sposób niczego Pani nie osiągnie
"Musicie się na nowo narodzić".... powiedział Pan Jezus do Nikodema ,szanowanego dostojnika żydowskiego ,który był obeznany w pismach jak mówi biblia w Ew Jana w trzecim rozdziale :)
Kłótnie o zakon prowadzą tylko do zguby słuchaczy i nie są zbawienne dla żadnej ze stron. Jednak po ludzku patrząc na Państwa relacje nie dziwię się Pani jako matce, ponieważ sama jestem matką Mam córkę 29 lat i wydaje mi się ,że miłość matki do córki jest inna niż córki do matki. Oczywiście są granice przyzwoitości Patrząc natomiast duchowo jeśli Pani córka nie jest osoba narodzona na nowo , to jest martwa w swoich grzechach , co można zobaczyć właśnie po owocach ducha, opisanych w Galacjan piątym rozdziale Nie mając mocy Ducha Św nie możemy kochać człowieka szczerym sercem. Wychowanie ludzkie, a wychowanie w Duchu Św , to dwie różne sprawy Nie można ujrzeć Królestwa Bożego bez narodzenia z wody i z Ducha Istnieje prawdopodobieństwo ,że córka Pani ma nafaszerowany mózg prawdami biblijnymi ale w niewłaściwy sposób te prawdy , które powinny wyzwalać , po prostu związały ją strachem i w tej sytuacji Pani córka potrzebuje uwolnienia Myślę,że rozmowa z córka w Duchu miłości rozwiąże cały konflikt Pozdrawiam
Droga Pani.
Wypowiedź Pani prowokuje do dyskusji.Nie chcę jednak rozwijać tematu religijnego .Pominę również Pani "ocenę" stanu duchowego mojej córki.W stan duchowy,w znaczeniu wiary,czy też laickim w stan umysłu, można ingerować w sposób powierzchowny i głęboki.Ten drugi dotyka o wiele głębszych sfer życia człowieka oraz o wiele ważniejszych wyborów.
Owoce Ducha Świętego to przecież stan świadomości i dojrzałości psychicznej człowieka wolnego od wpływu tego co stanowi przeciwieństwo tych owoców.
Parafrazując,szatan pod postacią węża,w Edenie potrafił zmanipulować Ewę a ona Adama.
Zagłębienie się w psychikę ludzką i ingerencja w nią po to by osiągnąć własny cel jest działaniem niegodnym.Bezdyskusyjną jest dziś wiedza o ingerencji mentalnej i sposobach jej stosowania.
O tym się mówi,pisze i uczy.Organizuje sympozja i konferencje.Biorę udział w takich spotkaniach.Ostatnio,w maju 2011 brałam udział w międzynarodowej konferencji zorganizowanej przez FECRIS (Fédération Européenne des Centres de Recherche Fédération Européenne des Centres de Recherche et d'Information sur le Sectarisme- (francuski)Europejska Federacja Centrów Badań i Informacji o Sekciarstwie - jest organizacją non-profit, , które służy jako organizacja zrzeszająca grupy, które badają działalność sekt i kultów oraz organizacje w Europie) na której omówiono i przedstawiono sposoby psychomanipulacji i jej skutki.
Piszesz,że córka potrzebuje uwolnienia.Zgadzam się z Tobą.Myślę,że tego uwolnienia,może dokonać tylko ktoś kto wpędził ją w tą "psychologiczną pułapkę"i jak to określiłaś "nafaszerował mózg biblijnymi prawdami..." które nie wyzwalają lecz ograniczają.
Jak rozmawiać z córką która tego nie chce,nie może,ma zakazane....
Gdybym mogła spotkać się z córką i nieskrępowanie porozmawiać z pewnością pokonałybyśmy dzielące nas od siebie granice.
Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam.
Autorka tego bloga wciska potworny kit. Nie wiem co było powodem opuszczenia domu przez Twoja córke, ale napewno nie byli nim baptyści. Tak się składa że mam wiele wspólnego z WBST w Radości pod Warszawą i wiem jacy są to ludzie. Rodzina jest dla nich PRIORYTETEM i NIGDY nie dążyli do separowania jej członków. Ba, nie raz rodziny rozdzielone odległościami, np z powodu tego że pracuja w tutejszym seminarium odwiedziaja sie przyjeżdzajac do Radosci na wiele dni mieszkaja tutaj i spedzaja razem czas. Rodzina dla baptystów jest jeszcze ważniejsza niz dla katolikow. Nie mam też zupełnie pojęcia skad wzięło Ci sie ze baptyści są sektą. Znasz definicję sekty? Wiesz kim są baptyści? Ich działalność jest uregulowana prawnie. Radze dokładnie przeczytać ten dokument: http://wite.k.pl/kchb/stosunekdokchb.html
i tę definicję: http://encyklopedia.pwn.pl/haslo.php?id=3973713
Baptyści nie mają żadnego "guru", ani określonego hierarchicznie wodza. W ogoloe nie maja hierarchii jako takiej. Nie stanowią odizolowanej grupy która strzeże swoich członków przed światem zewnętrznym. Każdy moze tu przyjsc i odejsc kiedy tylko chce. Nikt nie jest trzymany siła ani zniewalany. Nikogo też nie zmusza się by myslał tak jak inni.
Na Twoim miejscu raczej spojrzałbym na to jaka matka byłas, zakładajac oczywiscie ze całą historia jaka opisałas to prawda (co jest watpliwe sadzac po tym ile klonow swojego bloga założyłas ;)).
~orix, 2011-02-16 10:32 "
Odp.
Nic zaskakującego i nowego w Twojej opinii.Z podobną treścią wielokrotnie się zetknęłam w swoich blogach.
Twierdzić jednak,że w Kościele Baptystów nie ma hierarchii to coś nowego.Jako dowód przytaczasz link do nieoficjalnej strony KChB przywołując treść Dziennika Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej o stosunku Państwa do Kościoła Chrześcijan Baptystów w Rzeczypospolitej Polskiej.
Dowodem na istnienie hierarchii w Kościele Chrześcijan Baptystów jest :Prawo Wewnętrzne Kościoła Chrześcijan Baptystów w Rzeczypospolitej Polskiej- Uchwała XXVII Krajowej Konferencji Kościoła z dnia 19 października 1991 r., zmieniona Uchwałą XXVIII Krajowej Konferencji Kościoła z dnia 14 października 1995 r. - tekst jednolity.-czytaj : Rozdział 4 i dalsze.( zobacz tutaj -bowiem w miejsce wcześniej wskazanego odnośnika została utworzona witryna o innej treści )
Twój wpis to nic innego jak forma listu do współwyznawców czytających ten post aby wywrzeć w nich przekonanie o nieprawdziwości opisanej historii i aby zwiększyć siłę charakteru swojego wpisu oraz podkreślić jego wartość merytoryczną a także wizualną,przytaczasz linki :)
Pragnę zwrócić uwagę wszystkim ,zwłaszcza baptystom,czytającym ten blog na treść komentarzy nie kwestionujących tego o czym piszę.Jest takich komentarzy wiele.To o czymś świadczy.
Na pasku bocznym umieszczone jest "znalezione w internecie" gdzie podaję adresy wraz z fragmentami ich treści.Z artykułami tymi nie mam nic wspólnego-wystarczy tylko kursorem najechać na tytuł i enter-ować.
Nie są one moim tworem lecz trudno się w moim przypadku z nimi nie identyfikować.Dotyczą głównie neoprotestanckich kościołów oraz ich denominacji praktykujących w swej działalności perfidne metody prozelityzmu.
W każdej z nich jest jakiś "guru", może nawet z wykształceniem WBST.
W religioznawstwie termin guru jest w tak znamienitym towarzystwie jak. :duchowny ; kapłan; bhikku; bramin; egzorcysta; guru; heros; imam; ksiądz; lama; medium; mistyk; pastor; pop; rabin ; szaman ; święty; wołchw; zakonnik; żerca -zaczerpnięte z:wiki/Guru Religioznawstwo - Ludzie .
Pouczasz i krytykujesz.W sposób autorytatywny budujesz własną rację i pogląd podważający mój przekaz..
Nie masz żadnego dowodu potwierdzającego brak faktu opisanego przeze mnie.Moja prawda przeciwko Twojej pseudo prawdzie.
Nie obawiam się konfrontacji i bynajmniej nie mam tu na myśli forów internetowych,ba,nawet tego pragnę.
Wyjaśniłaby się sprawa i zakończyła raz na zawsze.
Dla zainteresowanych treścią komentarzy bloggerów prezentujących na tym blogu niezależne i subiektywne opinie,proszę,podaję link :Komentarze w jednym. Są w nim odnośniki do komentarzy publikowanych we wszystkich moich blogach.Życzę zainteresowanym cierpliwości w czytaniu..
"Moi ulubieńcy":)[sic]!"Bezgranicznie"uczciwi,pełni wiary i podporządkowani treści Pisma Świętego,wsłuchani w głos Pana Naszego-takiego sformułowania używacie(choć On nie jest tylko Wasz),przestańcie już próbować wypaczać fakty przedstawione w moim blogu!Który to już raz zwracam uwagę komentatorom ,że blog nie jest wynikiem irracjonalnej niechęci do baptystów !Przedstawiony w nim fakt,w reakcjach niektórych komentatorów, niemożliwy do zaakceptowania,rodzi skrajne reakcje i niemerytoryczne opinie.
Blog nie jest próbą podjęcia dyskusji na temat kto i jak powinien lub w oparciu o jakie przesłanki,postępować moralnie.
Przedstawione w blogu fakty są bezdyskusyjne.
Z przykrością informuję,że każda próba,co często się zdarza,odwrócenia uwagi od meritum i podjęcie dyskusji nieadekwatnej będzie objęta moderacją.
Są wśród nas Anioły i upadłe Anioły.Jest ziarno i są plewy.Trzeba je tylko oddzielić od siebie.
Przejrzystość w prawdzie i oparcie o nią staje się w wierze drogą do celu.
Bicie się w piersi i mantrowanie jest oszukiwaniem samego siebie.
Z pewnością jest niechrześcijańskie.
Krótkowzroczność,to cecha ludzi niedowidzących.Niemych,to tych którzy "mówią" lecz ich nie słychać.Głuchych,to tych co nie słyszą.Głupich,to tych co nie rozumieją,w tym takich,którzy nie są w stanie wyrazić własnego zdania,bo go nie mają.Nie mają własnego zdania bo ukierunkowani psychicznie,działając w określonym schemacie,ferują ideę grupy do której przystąpili uznając jej zasadę dogmatu przewodniego.
Gdyby każda z osób wyrażających opinię na temat mojego bloga zapoznała się z jego treścią w sposób analityczny,pewnie zastanowiłaby się nad problemem w nim przedstawionym i nie wyrażała pochopnego zdania .W moim blogu nie nazywam Kościoła Chrześcijan Baptystów sektą lecz porównuję przypadek i sposób pozyskania mojej córki do ich społeczności,do sposobu analogicznie stosowanego w sektach.
Obarczam winą cały Kościół Chrześcijan Baptystów za to ,że toleruje w swych "niezależnych" zborach (choć bardzo wątpię w ich niezależność strukturalną) stosowanie skrajnego prozelityzmu nie wyłączając psychologicznej manipulacji.
Niewątpliwie stosowanie metody tej u baptystów nie jest powszechne i wspominanie o niej w ogóle,jako dotyczącej społeczności baptystów,zwłaszcza baptystów prawych,wydać się może wymysłem,nieprawdą,szkodliwym pomówieniem,czym innym jeszcze... .To jednak w ich nowych,spontanicznie powstałych denominacjach,dla zwiększenia liczebności członków i ugruntowania własnej pozycji w społeczności,nie jest odrzucana.Może nawet wskazana i pożądana?!
Interwencje Tezeusza- Cel jezuickiej interwencji w sprawie Chefsiby -neoprotestanckiej grupy religijnej Pod koniec października 2008r. - po dwóch latach pracy - komisja pod przewodnictwem księdza biskupa Piotra Jareckiego wydała oświadczenie w sprawie Wspólnoty „Chefsiba”. (pismo w załączniku)
Zgromadzony bogaty materiał wskazuje jednoznacznie, że w katolickiej parafii na Ursynowie jest (była) prowadzona niejawna działalność inspirowana przez fundamentalistyczne grupyneoprotestanckie, których celem jest manipulacyjne "nawracanie" katolików - w większości nieświadomych manipulacji - w duchuneoprotestanckim List jednej z matek dzieci uwikłanych w Chefsibęneoprotestancką grupę religijną
Schizma w powiecie W Krapkowicach na Opolszczyźnie toczy się wojna religijna, na razie zimna. Zarówno katolicy tradycyjni, jak i ci z Odnowy w Duchu Św.uważają się za sól krapkowickiej ziemi i zarzucają sobie „wycieranie zakłamanych gąb Jezusem”.
Tysiąc cudów w Pławkowicach Do Płakowic wprowadził się Bóg baptystów, robi cuda i mówi po polsku z leciutkim akcentem australijskim.