Świadectwo psychomanipulacji

Jestem rozżaloną matką pozbawioną kontaktu z córką, zwerbowaną w podstępny sposób do społeczności baptystów.
Nie mogąc pogodzić się z faktem zaistniałych okoliczności,
pragnę tą drogą przedstawić światu w jaki sposób i jakimi metodami posługują się baptyści rekrutując nowych wyznawców.
W tej sytuacji moją powinnością jest przestrzec i uczulić rodziców aby zwracali uwagę na wszelkie kontakty swoich dzieci z osobami spoza kręgu własnej przynależności religijnej.
Koleżeństwo,przyjaźń ,zaufanie, jest najlepszą podwaliną,przygotowaniem gruntu do zawładnięcia umysłem upatrzonej do werbunku osoby.
Bądźcie czujni i nie lekceważcie pojawiających się zmian w zachowaniu bliskiej Wam osoby.Świadczyć bowiem one mogą o dokonanej na niej psychologicznej manipulacji..
Dotknięta takim zdarzeniem pragnę je tą drogą przedstawić ku przestrodze innym.

Aby zrozumieć sytuację obecną, muszę sięgnąć do genezy istniejącego stanu.
Byłam mimowolną, w pełni nieświadomą „uczestniczką" czającego się dramatu.
Mimowolną uczestniczką, bo akceptowałam (nie było zresztą powodu aby postąpić inaczej) przyjaźń córki ze szkolną koleżanką, przynależnej do Kościoła Chrześcijan Baptystów.
Koleżanka córki często bywała w naszym domu.
Sympatyczna,miła i grzeczna dziewczyna ,dobra koleżanka,lubiły się z córką.
Wyjeżdżały wspólnie na wakacje.Powrót radosnej córki napawał mnie optymizmem.
W niedługim czasie pojawiła się w zachowaniu córki huśtawka nastroju:nerwowość,podekscytowanie i zmęczenie.
Doskonałe relacje pomiędzy mną i córką zaczęły przybierać zgoła inny charakter.Urywał się kontakt.
Czas pokazał powód zmian w zachowaniu córki i otworzył oczy na rzeczywistość.Gorzką rzeczywistość dnia w którym
usłyszałam „Matką moją nie jesteś .Od dziś możesz mnie traktować tak jakby mnie samochód przejechał".
Stała się bardziej wroga,daleka,niedostępna.
Próba jakiegokolwiek porozumienia spełzała na niczym.
Na moje pytanie dlaczego jej zachowanie jest tak skrajnie agresywne odpowiedziała krzykiem " bo tak trzeba,a moje zachowanie pamiętać będziesz siedem dni ". Wrzeszczała szamotała się niesamowicie,szalała,okazywała pogardę,obrzydzenie,wstręt do osób sobie najbliższych,poniewierała wszystkimi świętościami w domu.
Na dźwięk mojego głosu dostawała torsji,a całe ciało nabierało barwy fioletu.Próbowałam wydobyć z córki co się stało,by jakoś jej pomóc,ale to wszystko wywoływało w niej tylko agresję.Tym trudniej było mi zrozumieć tak diametralną zmianę zachowania córki,gdyż była już osobą dojrzałą,wewnętrznie ukształtowaną (absolwentka uniwersytetu ) i okres młodzieńczego buntu związanego z dojrzewaniem był już poza nią.Wybiegała z domu krzycząc,że „ biegnie do Boga,prawdy i wolności " . Trwało to ze cztery miesiące,aż w końcu uciekła z domu .
Wpadała do domu bardzo rzadko i jedynie na kilka minut.Wychodziła tłumacząc się pośpiechem i brakiem czasu.
Zrozumiałam,że córka została zmanipulowana psychicznie.
Po pół roku nieobecności wróciła do domu. Teraz myślę,że był to swoisty egzamin przeprowadzony przez psychomanipulatorów.Test lojalności i odporności na wpływ otoczenia zewnętrznego.
Ocena całkowitego podporządkowania.
„Wróciła" do domu fizycznie,obca duchem,odległa.
Ubliżała i poniewierała nami.Miałam nadzieję,że kontakt z rodziną odmieni ją.Cieszyłam się na tą myśl.
Było jednak inaczej.
Jedynym wzorem i autorytetem stali się dla niej baptyści . Poza nimi ignorowała cały świat.Stała się wrogiem . Z pasją wyrażała krytykę osób przejawiających i okazujących bliskość w stosunku do siebie ,mówiła,że nie może na to patrzeć.Denerwowała ją czułość i dobre słowo.
Sprawiała wrażenie totalnie zniewolonej, obcej,bez potrzeby ciepła rodzinnego i wszystkiego co normalnemu człowiekowi,członkowi rodziny potrzebne.
Będąc w takim stanie oznajmiła,że wychodzi za mąż.
Mężem został student Wyższego Baptystycznego Seminarium Teologicznego w Warszawie Radości.
" Nie jesteśmy w sobie zakochani ale mamy wspólny temat do rozmowy " mówiła podniesionym głosem.
Na dwa miesiące przed wyznaczoną datą ślubu córka opuściła dom z sobie znanym człowiekiem,informując,że jest to przyjaciel.
Zobaczyłam ją dopiero na ślubie ,który odbył się w Kościele Chrześcijan Baptystów w Katowicach.
Przyjęcie weselne w którym wzięło udział ok 80 osób było zorganizowane w niższej kondygnacji kościoła.
Po ślubie wyjechali do Warszawy Radości i zamieszkali w budynku uczelni WBST-Wyższego Baptystycznego Seminarium Teologicznego przy ul.Szczytnowskiej,aż do ukończenia studiów przez mojego zięcia.Następnie wynajęli pokoik w Warszawie.Przyszedł na świat wnuk,a w krótkim czasie i drugi.Wówczas relacje pomiędzy córką i mną oraz rodziną poprawiły się.
Najwyraźniej nie podobało się to mojemu zięciowi.
Były stosowane różnego rodzaju intrygi i próby skłócenia nas.Córka otrzymywała obraźliwe telefony, których powodem miałam być właśnie ja,czym rzekomo miałam spowodować zamęt w jej małżeństwie.Innym razem ,podczas próby odwiedzin rodziny córki spotkała mnie bardzo przykra niespodzianka.
Córka wyszła na zewnątrz i oznajmiła ,że do mieszkania wpuszczona nie będę ,gdyż po ostatniej mojej wizycie dzieci były strasznie rozdrażnione i nie spały po nocach.Mimo takiej sytuacji czasem ją odwiedzałam.Te wymuszone wizyty kosztowały mnie wiele upokorzeń
jednak mobilizowałam siły i odwiedzałam ją.W czasie tych krótkich spotkań zauważyłam u córki błyski radości ale bardzo pohamowanej.Zauważyłam luki w jej pamięci.
Na wstępie pisałam że córka mówiła iż to co robi czy mówi będę pamiętać tylko siedem dni.Przyszłość pokazała,że mimo upływu czasu wszystko dokładnie pamiętam ,natomiast córka nie.
Dopiero czas wyjaśnił ,co wówczas wykrzyczane przez moją córkę słowa znaczyły.
Obecna izolacja córki od rodziny i świata ma na celu utrzymywanie jej w nieświadomości .Wydarzenia z przeszłości zostały z jej pamięci wymazane a w miejsce tego wtłacza się informacje,które nie mają nic wspólnego z prawdą.Zdumiewająca jest postawa mojego zięcia,który bądź co bądź ukończył Wyższe Baptystyczne Seminarium Teologiczne.
Czy to nie zobowiązuje ?Bez żadnego powodu okazuje wrogość i nienawiść do mojej osoby i całej naszej rodziny.Mówi ,że mnie jest trudno wykończyć.Któregoś dnia ,kiedy zajechałam ,zięć wykrzyczał ze mam się wynosić.Rzucał na mnie moją garderobę i poniżał mnie bez żadnego powodu.Innym razem po prostu wyrzucił mnie za bramę używając siły fizycznej.W swych poczynaniach nie jest osamotniony,ma do pomocy panią,która została mu przydzielona kiedy zaczął naukę w Wyższym Baptystycznym Seminarium Teologicznym w Warszawie.
Owa pani -rzekomy przyjaciel domu- była tzw.cieniem,osobą sprawującą nadzór nad funkcjonowaniem życia rodzinnego mojej córki.Zastanawiająca jest taka rola obcej osoby w domu.Odnosiła się do mnie w sposób arogancki i lekceważący.Czy cały ten układ mieści się w ramach normalnie funkcjonującej rodziny? Jest to nie tylko dla mnie niezrozumiałe ale również dla rodziców mojego zięcia bo i do nich ma podobny stosunek.Rozkładają bezradnie ręce nie mogąc „odnaleźć" dawnego syna ,z którym teraz nie można nawiązać dobrego kontaktu.
A wracając do przeszłości tam z kolei ojciec usłyszał,że " ojcem nie jest ".Ja do mojego zięcia nie mam wrogiego stosunku .Mnie jest jego żal,mimo ze w stosunku do nas wykazuje cynizm i wzgardę.Wygląda na to iż ma on poodwracane wartości,bo jest dumny ze swoich poczynań,jakby był wręcz bohaterem. Niepokoją mnie warunki w jakich wychowują się moje wnuki - dzieci córki. Zostały one od samych narodzin pozbawione możliwości poznania i kontaktów z rodziną: z dziadkami ,wujkami ,ciociami,z bliższymi i dalszymi krewnymi.Są wychowywane poza rodziną jedynie w śród członków kościoła ,w którym są ich rodzice.Córka moja nigdy nie sprawiała problemów wychowawczych.Była inteligentna,wrażliwa,roztropna,
zdyscyplinowana o dużej kulturze osobistej. Mimo młodego wieku podejmowała i rozwiązywała trudne problemy.Ma szlachetną naturę ,co czyni ją ślepą na niegodziwość innych.Po przystąpieniu do grupy wywodzącej się z Kościoła Chrześcijan Baptystów zaszły w jej zachowaniu i wyglądzie zewnętrznym diametralne zmiany.Jest ciągle zmęczona,wyczerpana,smutna,jest cicha ,przygaszona i milcząca,widać w niej rezygnację z życia.
Jest ciągle rozdrażniona,nie może skupić myśli.Robi wrażenie zrezygnowanej staruszki,jak gdyby była pozbawiona wszelkich sił witalnych.Boi się wszystkiego.
Najbezpieczniej dla niej jest nie mieć żadnej inicjatywy i milczeć.Podporządkowana całkowicie,bez własnego zdania, pozbawiona świadomości i jasnej oceny sytuacji.
Dostosowana ,tak to określę,do potrzeb tych którzy nią zawładnęli.Żyje odizolowana ,pokorna,zamknięta w sobie,obojętna na świat zewnętrzny.Zamknięte środowisko,nadzorowane do granic kontakty z "obcymi" ludźmi ogranicza szansę na konstruktywne myślenie.
Wszyscy,bez wyjątku, spoza jej środowiska stanowią zagrożenie ,nawet ja.
„ Posiadła prawdę i za nas się modli" to jest jej motto.Jest ślepo posłuszna a wyłamanie się z narzuconych jej reguł jest surowo karane w przeróżny sposób.Od szeregu lat córka żyje na rozkaz,zatraciła samodzielność poglądów.Jest domowym więźniem,skutkiem czego żyje na marginesie toczącego się życia,w izolacji.Wykluczenie córki z możliwości twórczego kształtowania rzeczywistości poprzez uczestnictwo w życiu rodzinnym,pracy zawodowej itd.godzi w moralny ład.Ja jako matka będąc tego wszystkiego świadomą nie znajduję właściwych słów,które mogłyby wyrazić mój ból odczuwany od szeregu lat każdego dnia i nocy,godzina po godzinie.Słów,które mogłyby wyrazić mój ból wywołany bezsilnością wobec ogromnej krzywdy wyrządzonej i nadal wyrządzanej mnie, mojej córce,moim wnukom i całej naszej rodzinie.Są takie dni w roku, kiedy odczuwam to ze zdwojoną siłą.

Dla niepamiętających,a w szczególności w odniesieniu do opisanej sytuacji pragnę przypomnieć:
IV przykazanie Boże :
- Czcij ojca swego i matkę swoją.

Matka

Czy spotkałeś/aś się z podobnym przypadkiem ?

poniedziałek, 1 grudnia 2014

W poszukiwaniu własnego "ja".Dom modlitwy?Chyba jednak nie !

Protestantyzm

Wyróżniony komentarz jako nowy wpis na blogu.Wysłany 16.11.2014 o 13:20
Moj narzeczony, 3 lata temu wstapil do kosciola zielonoswiatkowego. Niby nie to samo, ale niekoniecznie. Jezdzil na przyklad jako opiekun dzieci, na kolonie organizowane przez babtystow, m.in w Wisle. A teraz o nim….odkad stal sie nowonarodzony, zaczely zachodzic w nim ogromne zmiany. Niestety, w ogolnym rozrachunku na niekorzysc. Wczesniej wesoly, wysportowany facet, trenujacy boks, majacy szereg zainteresowan i wiedze na wiele tematow, stal sie poszczacym, umartwiajacym sie czlowiekiem, z wiecznym smutkiem na twarzy. Kiedy mu mowilam, ze zmienila mu sie twarz, ze jego oczy stracily radosc o blask, mowil, ze blask i radosc ma w sercu, bo odkryl Jezusa….Zrezygnowal ze wszystkiego, co go do tej pory interesowalo, zadnej TV, radia, tylko Bibila, po kilka godzin dziennie. Jadac autobusem, tramwajem, godzine przed snem, modlac sie na grupach tzw. domowych. W pelni zostal zaangazowany do roznego rodzaju „sluzb”. Zbieral pieniadze do kapelusza, czyli tacy., oczywiscie placil dziesiecine. W ciagu roku, z odlozonych wczsniej na mieszkanie 15 tys, nie zostalo nic. A to na sierociniec w indiach, a to na przesladowanych chrzescijan gdzies tam. Z czasem zaczal odsuwac wszystkich do tej pory waznych w jego zyciu. Przyjaciela od 17 lat, o ktorym mowil, ze to takie szczescie posiadac takiego, odsunal bez slowa wyjasnienia. Powiedzialam wtedy z placzem, ze czuje, ze i moj czas nadejdzie…odparl, ze nie, ja jestem narzeczonka…. Na poczatku roku byla juz jedna rozmowa, ze powinnismy poczekac ze slubem, az ja sie nawroce….Po rozmowie z pastorem, ktory rzekomo stwierdzil, ze poblogoslawi nasz zwiazek. sprawa ucichla….Narzeczony podpisal umowe przedwstepna o kredyt na mieszkanie, wplacony byl zadatek, slubu wczesniej nie bralismy z uwagi na to, ze pracowalam kilka lat za granica, a nie w Polsce i to on mial brac kredyt…W ciagu niecalych dwoch tygodni, rozpoczela sie rozmowa, ktora zmierzala niestety nie do szczesliwego finalu, a do ostatecznego rozpadu naszego zwiazku. Mielismy sie pobrac w ciagu 2 m-cy…narzeczony oswiadczyl, ze niewazne jakim jestem czlowiekiem, najwazniejsza okazala sie swiadomosc, ze nie jestem na drodze do zbawienia…ze nie ide za Jezusem. Jeszcze jednego dnia rozmawialismy, mowil, ze bedzie ratowal nasz zwiazek, ze pojdzie na terapie, a po 3 godzinach z radoscia mi oznajmil, ze wszystko bedzie dobrze, ale ze Bog ma dla nas plan i tym planem nie jest nasze malzenstwo….Ze wszyscy, na kosciele ulicznym, na ktory poszedl modlili sie o niego i on poczul obecnosc boza…wiec malzenstwem byc nie mozemy, bo im blizej okreslal sie w terminie nasz slub, tym on bardziej czul, jak sie oddala od Boga…Nie pomogl moj placz… Zrezygnowal z mieszkania, z planow i wyprowadzil sie domu rodzinnego, do pokoiku ze studentami. On sam jest po 30-tce. Mieszka w 6 metrowym pokoiku, „w ktorym jest materac, szafa, biurko i kaloryfer, wszystko, co trzeba” Wielbi Jezusa pare godzin dziennie, spiewaja piesni uwielbienia i modla sie po kilka godzin…..Zal mi serce sciska, bo nie dosc, ze czuje ze zmarnowalam sobie zycie, to kiedy na niego patrze, a jeszcze kiedy slysze co mowi, wiem, ze zrobili z niego czlowieka marionetke. Na zawolanie ludzi ze wspolnoty. Codziennie dostawal smsy od jednej „siostry” z cytatami z Pisma. Inwigilacja na calego…Jest mi okropnie smutno. Przestrzegam innych, jesli nie jestescie silnego charakteru, nie bawcie sie w zadne koscioly zielonoswiatkowe, babtystyczne, czy ogolnie charyzmatyczne. Upiora wam mozg, zanim sie zorientujecie. Moj narzeczony byl kochanym, cudownym czlowiekiem…czuje sie, jakby umarl…

poniedziałek, 16 czerwca 2014

czwartek, 28 listopada 2013

Baptystów aktywność

KOBIETY W NIEBEZPIECZEŃSTWIE !  Bielscy Baptyści wyruszyli na przedświąteczny połów.
Zbór baptystyczny w Starym Bielsku jak co roku organizuje spotkanie świąteczne dla pań. Cel - pozyskanie nowych członków.
Kobieta szybciej niż mężczyzna(na ogół)ulega manipulacji psychologicznej.Za pośrednictwem kobiety sekta próbuje dotrzeć do partnera,ew. całej rodziny. Pod przykrywką niecodziennej, , przesympatycznej,świątecznej atmosfery przepełnionej miłością w otoczeniu nowych niezwykle przyjaznych ludzi,możliwości zawarcia nowych pasjonujących znajomości tak na prawdę ukryta jest potrzeba przedłużenia rodzinnych,często wielopokoleniowych tradycji,potrzeba zrealizowania swoich wizji,spełnienia niejednokrotnie chorych ambicji i podniesienia ego przez założycieli zboru i zborową starszyznę. "Czcigodni" obywatele chcieliby widzieć wokół siebie idealny świat,w którym wszystko za ich sprawą funkcjonuje zgodnie z Bożym planem, który oczywiście zawsze można byłoby edytować zgodnie z ich aktualnymi wymaganiami.
Osoba,która połyka baptystyczną przynętę wraz z haczykiem jest monitorowana przez sektę,w przeciągu 24 godzin od momentu zauroczenia dochodzi do kolejnego spotkania z członkiem bądż członkami zboru(czas odgrywa istotną rolę dla nieutracenia wątku przez werbowanego). Następnie dochodzi do wielu częstych niby przyjacielskich spotkań(kino,teatr,kawiarnia,mieszkanie,wspólny spacer,itp.),które pozwalają utrzymywać kontrolę nad adeptem(sekta działa według swoistej instrukcji obsługi do manipulowania człowiekiem). Celem tych wszystkich zabiegów jest dotarcie przy wykorzystaniu aspektu religijnego i ludzkich słabości(poznawanych podczas "przyjacielskich" spotkań)do najgłębszej,najbardziej osobistej i intymnej sfery życia człowieka,do ludzkiej duchowości i usidlenie jej.
U uwiedzionej osoby dochodzi do zaburzeń osobowości(ich stopień jest uzależniony od ogólnego stanu psychicznego),zawsze przykrych dla bliskich.Może dochodzić do problemów w kontaktach z dotychczasowym otoczeniem,do nieporozumień rodzinnych,konfliktów partnerskich a nawet rozpadu dotychczasowych związków. (Nie wszystkich Bóg przygotował na przyjęcie wizji "naprawy świata" jakiegoś lokalnego pastora i jego pismem opętanej armii. Na szczęście większości też nie pokarze takim "błogosławieństwem")
Osoba,która pozwala sobie zasadzić do tyłka czopek fałszywej,baptystycznej miłości o zapachu dobrego ciasta,aromatycznej kawy i świątecznej atmosfery staje się własnością zboru i narzędziem w dłoniach socjoteologicznej mafii kreowanej i częściowo finansowanej przez kierujących tą całą baptystyczną machiną magnatów finansowych i niektórych polityków stojących na szczycie tej ociekającej niewinną krwią,wzniesionej na zgliszczach wymordowanych kultur piramidy baptystycznej "dobrej nowiny".
Tylko Jezus! Tylko Pismo! Tylko Miłość! Alleluja!
Alle bzdura,ściema w sam raz dla pozbawionego własnej natury,sklonowanego barana(owcy).

Tak więc drogie panie zaproszenie,którego zdjęcie tutaj prezentuję może okazać się biletem w jedną stronę.
Za" bezpłatna" biesiadę w tej gospodzie płaci się najwyższą cenę.


Przedruk za zgodą R.R.

Zachęcam do przeczytania wpisów z dopiskiem RR w zakładce "strony" .

piątek, 13 stycznia 2012

Nowe narodzenie,nowonarodzenie-czystość umysłu

Komentarz do postu "Pragnę tylko normalności" oraz moja odpowiedź na ten komentarz.Ze względu na jego głęboko refleksyjny charakter publikuję całość również w formie postu.

Proszę Pani w ten sposób niczego Pani nie osiągnie
"Musicie się na nowo narodzić".... powiedział Pan Jezus do Nikodema ,szanowanego dostojnika żydowskiego ,który był obeznany w pismach jak mówi biblia w Ew Jana w trzecim rozdziale :)
Kłótnie o zakon prowadzą tylko do zguby słuchaczy i nie są zbawienne dla żadnej ze stron. Jednak po ludzku patrząc na Państwa relacje nie dziwię się Pani jako matce, ponieważ sama jestem matką Mam córkę 29 lat i wydaje mi się ,że miłość matki do córki jest inna niż córki do matki. Oczywiście są granice przyzwoitości Patrząc natomiast duchowo jeśli Pani córka nie jest osoba narodzona na nowo , to jest martwa w swoich grzechach , co można zobaczyć właśnie po owocach ducha, opisanych w Galacjan piątym rozdziale Nie mając mocy Ducha Św nie możemy kochać człowieka szczerym sercem. Wychowanie ludzkie, a wychowanie w Duchu Św , to dwie różne sprawy Nie można ujrzeć Królestwa Bożego bez narodzenia z wody i z Ducha Istnieje prawdopodobieństwo ,że córka Pani ma nafaszerowany mózg prawdami biblijnymi ale w niewłaściwy sposób te prawdy , które powinny wyzwalać , po prostu związały ją strachem i w tej sytuacji Pani córka potrzebuje uwolnienia Myślę,że rozmowa z córka w Duchu miłości rozwiąże cały konflikt Pozdrawiam


Droga  Pani.
Wypowiedź Pani prowokuje do dyskusji.Nie chcę jednak rozwijać tematu religijnego .Pominę również  Pani "ocenę" stanu duchowego mojej córki.W stan duchowy,w znaczeniu wiary,czy też laickim w stan umysłu, można ingerować w sposób powierzchowny i głęboki.Ten drugi dotyka o wiele głębszych sfer życia człowieka oraz o wiele ważniejszych wyborów.
Owoce Ducha Świętego to przecież stan świadomości i dojrzałości psychicznej człowieka wolnego od wpływu tego co stanowi przeciwieństwo tych owoców.
Parafrazując,szatan pod postacią węża,w Edenie potrafił zmanipulować Ewę a ona Adama.
Zagłębienie się w psychikę ludzką i ingerencja w nią po to by osiągnąć własny cel jest działaniem niegodnym.Bezdyskusyjną jest dziś wiedza o ingerencji mentalnej i sposobach jej stosowania.
O tym się mówi,pisze i uczy.Organizuje sympozja i konferencje.Biorę udział w takich spotkaniach.Ostatnio,w maju 2011 brałam udział w międzynarodowej konferencji zorganizowanej przez FECRIS (Fédération Européenne des Centres de Recherche Fédération Européenne des Centres de Recherche et d'Information sur le Sectarisme- (francuski) Europejska Federacja Centrów Badań i Informacji o Sekciarstwie - jest organizacją non-profit,  , które służy jako organizacja zrzeszająca grupy, które badają działalność sekt i kultów oraz organizacje w Europie) na której omówiono i przedstawiono sposoby psychomanipulacji i jej skutki.
Piszesz,że córka potrzebuje uwolnienia.Zgadzam się z Tobą.Myślę,że tego uwolnienia,może dokonać tylko ktoś kto wpędził ją w tą "psychologiczną pułapkę"i jak to określiłaś "nafaszerował mózg biblijnymi prawdami..." które nie wyzwalają lecz ograniczają.
Jak rozmawiać z córką która tego nie chce,nie może,ma zakazane....
Gdybym mogła spotkać się z córką i nieskrępowanie porozmawiać z pewnością pokonałybyśmy dzielące nas od siebie granice.
Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam.

piątek, 11 marca 2011

Baptyści nie wiedzą,

że mają hierarchię !?
 Przedruk komentarza z "Baptyści nie są aniołami"i moja odpowiedź
"

Autorka tego bloga wciska potworny kit. Nie wiem co było powodem opuszczenia domu przez Twoja córke, ale napewno nie byli nim baptyści. Tak się składa że mam wiele wspólnego z WBST w Radości pod Warszawą i wiem jacy są to ludzie. Rodzina jest dla nich PRIORYTETEM i NIGDY nie dążyli do separowania jej członków. Ba, nie raz rodziny rozdzielone odległościami, np z powodu tego że pracuja w tutejszym seminarium odwiedziaja sie przyjeżdzajac do Radosci na wiele dni mieszkaja tutaj i spedzaja razem czas. Rodzina dla baptystów jest jeszcze ważniejsza niz dla katolikow. Nie mam też zupełnie pojęcia skad wzięło Ci sie ze baptyści są sektą. Znasz definicję sekty? Wiesz kim są baptyści? Ich działalność jest uregulowana prawnie. Radze dokładnie przeczytać ten dokument:
http://wite.k.pl/kchb/stosunekdokchb.html
i tę definicję:
http://encyklopedia.pwn.pl/haslo.php?id=3973713
Baptyści nie mają żadnego "guru", ani określonego hierarchicznie wodza. W ogoloe nie maja hierarchii jako takiej. Nie stanowią odizolowanej grupy która strzeże swoich członków przed światem zewnętrznym. Każdy moze tu przyjsc i odejsc kiedy tylko chce. Nikt nie jest trzymany siła ani zniewalany. Nikogo też nie zmusza się by myslał tak jak inni.
Na Twoim miejscu raczej spojrzałbym na to jaka matka byłas, zakładajac oczywiscie ze całą historia jaka opisałas to prawda (co jest watpliwe sadzac po tym ile klonow swojego bloga założyłas ;)).

~orix, 2011-02-16 10:32 "
 Odp.
Nic zaskakującego i nowego w Twojej opinii.Z podobną treścią wielokrotnie się zetknęłam w swoich blogach.

Twierdzić jednak,że w Kościele Baptystów nie ma hierarchii to coś nowego.Jako dowód przytaczasz link do nieoficjalnej strony KChB przywołując treść Dziennika Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej o  stosunku Państwa do Kościoła Chrześcijan Baptystów w Rzeczypospolitej Polskiej.

Dowodem na istnienie hierarchii w Kościele Chrześcijan Baptystów jest :Prawo Wewnętrzne Kościoła Chrześcijan Baptystów w Rzeczypospolitej Polskiej- Uchwała XXVII Krajowej Konferencji Kościoła z dnia 19 października 1991 r., zmieniona Uchwałą XXVIII Krajowej Konferencji Kościoła z dnia 14 października 1995 r. - tekst jednolity.-czytaj : Rozdział 4  i dalsze.

Twój wpis to nic innego jak forma listu do współwyznawców czytających ten post aby wywrzeć w nich przekonanie o nieprawdziwości opisanej historii i aby zwiększyć siłę charakteru swojego wpisu oraz podkreślić jego wartość merytoryczną a także wizualną,przytaczasz linki :)

Pragnę zwrócić uwagę wszystkim ,zwłaszcza baptystom,czytającym ten blog na treść komentarzy nie kwestionujących tego o czym piszę.Jest takich komentarzy wiele.To o czymś świadczy.

Na pasku bocznym umieszczone jest "znalezione w internecie" gdzie podaję adresy wraz z fragmentami ich treści.Z artykułami tymi  nie mam nic wspólnego-wystarczy tylko kursorem najechać na tytuł i enter-ować.
Nie są one moim tworem lecz trudno się w moim przypadku z nimi nie identyfikować.Dotyczą głównie neoprotestanckich kościołów oraz ich denominacji  praktykujących w swej działalności perfidne metody prozelityzmu.

W każdej z nich jest jakiś "guru", może nawet z wykształceniem WBST.

W religioznawstwie termin guru jest w tak znamienitym towarzystwie jak. :duchowny ; kapłan; bhikku; bramin; egzorcysta; guru; heros; imam; ksiądz; lama; medium; mistyk; pastor; pop; rabin ; szaman ; święty; wołchw; zakonnik; żerca -zaczerpnięte z:wiki/Guru Religioznawstwo - Ludzie .

Pouczasz i krytykujesz.W sposób autorytatywny budujesz własną rację i pogląd podważający mój przekaz..

Nie masz żadnego dowodu potwierdzającego brak faktu opisanego przeze mnie.Moja prawda przeciwko Twojej pseudo prawdzie.

Nie obawiam się konfrontacji i bynajmniej nie mam tu na myśli forów internetowych,ba,nawet tego pragnę.
Wyjaśniłaby się sprawa i zakończyła raz na zawsze.

Dla zainteresowanych treścią komentarzy bloggerów prezentujących na tym blogu niezależne i subiektywne opinie,proszę,podaję link :Komentarze w jednym. Są w nim odnośniki do komentarzy publikowanych we wszystkich moich blogach.Życzę zainteresowanym cierpliwości w czytaniu..

Alicja, 2011-02-17 14:32


piątek, 21 stycznia 2011

Kochani Baptyści !...

"Moi ulubieńcy":)[sic]!"Bezgranicznie"uczciwi,pełni wiary i podporządkowani treści Pisma Świętego,wsłuchani w głos Pana Naszego-takiego sformułowania używacie(choć On nie jest tylko Wasz),przestańcie już próbować wypaczać fakty przedstawione w moim blogu!Który to już raz zwracam uwagę komentatorom ,że blog nie jest wynikiem irracjonalnej niechęci do baptystów !Przedstawiony w nim fakt,w reakcjach niektórych komentatorów, niemożliwy do zaakceptowania,rodzi skrajne reakcje i niemerytoryczne opinie.
Blog nie jest próbą podjęcia dyskusji na temat kto i jak powinien lub w oparciu o jakie przesłanki,postępować moralnie.
Przedstawione w blogu fakty są bezdyskusyjne.
Z przykrością informuję,że każda próba,co często się zdarza,odwrócenia uwagi od meritum i podjęcie dyskusji nieadekwatnej będzie objęta moderacją.
Są wśród nas Anioły i upadłe Anioły.Jest ziarno i są plewy.Trzeba je tylko oddzielić od siebie.
Przejrzystość w prawdzie i oparcie o nią staje się w wierze drogą do celu.
Bicie się w piersi i mantrowanie jest oszukiwaniem samego siebie.
Z pewnością jest niechrześcijańskie.

wtorek, 19 października 2010

Baptystów zmysły...

Krótkowzroczność,to cecha ludzi niedowidzących.Niemych,to tych którzy "mówią" lecz ich nie słychać.Głuchych,to tych co nie słyszą.Głupich,to tych co nie rozumieją,w tym takich,którzy nie są w stanie wyrazić własnego zdania,bo go nie mają.Nie mają własnego zdania bo ukierunkowani psychicznie,działając w określonym schemacie,ferują ideę grupy do której przystąpili uznając jej zasadę dogmatu przewodniego.
Gdyby każda z osób wyrażających opinię na temat mojego bloga zapoznała się z jego treścią w sposób analityczny,pewnie zastanowiłaby się nad problemem w nim przedstawionym i nie wyrażała pochopnego zdania .W moim blogu nie nazywam Kościoła Chrześcijan Baptystów sektą lecz porównuję przypadek  i sposób pozyskania mojej córki do ich społeczności,do sposobu analogicznie stosowanego w  sektach.
Obarczam winą cały Kościół Chrześcijan Baptystów za to ,że toleruje w swych "niezależnych" zborach (choć bardzo wątpię w ich niezależność strukturalną) stosowanie skrajnego prozelityzmu nie wyłączając psychologicznej manipulacji.
Niewątpliwie stosowanie metody tej u baptystów nie jest powszechne i wspominanie o niej  w ogóle,jako dotyczącej społeczności baptystów,zwłaszcza baptystów prawych,wydać się może wymysłem,nieprawdą,szkodliwym pomówieniem,czym innym jeszcze... .To jednak w ich nowych,spontanicznie powstałych denominacjach,dla zwiększenia liczebności członków i ugruntowania własnej pozycji w społeczności,nie jest odrzucana.Może nawet wskazana i pożądana?!

Przedruk odpowiedzi na komentarze z  Impertynencja baptysty.blox.pl


niedziela, 20 czerwca 2010

Protestancka dyskusja ...

podjęta na  forum  dla Protestantów i ich sympatyków (Forum.protestanci) nt. mojego blogu jest dla mnie ogromnym zaskoczeniem i wyzwaniem.Nie mogę zabrać głosu na wspomnianym forum ponieważ nie jestem protestantką ani  zwolenniczką protestantyzmu.Żeby było jasne nie jestem również ksenofobką.Dyskusja  na temat opublikowanego blogu i przedstawionego w nim problemu we wspomnianym forum,w mojej ocenie jest prawdziwa,lecz nie do końca obiektywna.Jest obiektywna  w odniesieniu i tylko, do przedstawionej treści na tym forum.Bo choć autor tego tematu podał adresy źródłowe to odnoszę wrażenie,a właściwie jestem pewna,że nikt z podejmujących dyskusję nie zapoznał się z materiałem zawartym w moim blogu tj postami,komentarzami i moimi odpowiedziami na nie.
Myślę,że zapoznanie się z całym materiałem sprowokowałoby do poważniejszej,obiektywniejszej i bardziej rzeczowej dyskusji z uwzględnieniem tematu prozelityzmu w denominacjach kościelnych.
Przy okazji podjętej polemiki pragnę wszystkich zapewnić,że liczba stworzonych blogów o tej samej treści,bądź podobnej,dotyczącej baptystów,miała swoje uzasadnienie nie tylko w tym by  zająć wyższą pozycję na liście Google, ale z przyczyn technicznych tj. trudności publikacyjnych blogu na samym początku(?!).
Mam nadzieję,że obserwator mojego blogu i publikator jego treści na swoim forum będzie konsekwentny i w dalszej  części Forum Protestantów zainteresuje moją reakcją swoich forumowiczów.
Pozdrawiam zainteresowanych tematem żywiąc nadzieję,że okaże się on być korzystnym dla wszystkich chrześcijan autentycznie respektujących zasady wiary.

czwartek, 17 czerwca 2010

Arogancja baptysty

Niedrogi Panie Janie.
Pańskie komentarze jak Pan sam to określił miały charakter korespondencji i jako takie w swej niemerytorycznej treści, w mojej ocenie, nie nadawały się do publikowania.Bardzo Panu zależało aby blog przybrał charakter polemiki na temat wspaniałości Chrześcijan Baptystów.
Nic z tego.Wielokrotnie próbowano zepchnąć właściwy temat na inne tory by zatrzeć istotę problemu.
Dziękuję Panu bardzo za pokazanie swoim zachowaniem obłudnego i aroganckiego oblicza  społeczności którą Pan reprezentuje .

Oto cytowany,nieopublikowany w komentarzach komentarz Pana Jana:
"Witam Pani Alicjo!
Wysłałem do Pani dwa komentarze,ale widocznie się nie spodobały,bo nasz korespondencja się urwała.A szkoda,bo naprawdę chciałem Pani pomóc,korzystając z moich starych kontaktów w Kościele Baptystów.Dowodem mojej skuteczności niech będzie to,że choć bardzo dbała Pani o zachowanie anonimowości,mnie udało się ustalić zarówno dane Pani zięcia-nazywa się (tu pada imię i nazwisko ) ,prawda? - jak i to,że od dawna nie jest w Kościele Baptystów.
Podsumowując:jeśli potraktowała Pani swoją córkę tak,jak mnie,to słusznie zrobiła,że się od Pani odwróciła.Wygląda mi Pani na osobę wyjątkowo niesympatyczną posługującą się kłamstwami i półprawdami by osiągnąć swoje cele.
Jeśli miałbym na zakończenie naszej korespondencji coś Pani doradzić,to doradzałbym autorefleksję i może znalezienie dobrego terapeuty.Ale nie mam złudzeń-ktoś z tak pokręconą psychiką jak Pani nie skorzysta z dobrej rady."

Wściekłość Pańska wzięła górę nad rozsądkiem i właściwym tonem.Zdecydowanie nietrafne jest stawianie siebie jako osoby " źle potraktowanej" przeze mnie,obok mojej córki.
To,że Panu udało się ustalić dane mojego zięcia ,świadczy o tym,że  nie było ono takie trudne.O to mi chodziło.Zbyt wiele danych podałam w treści bloga po to, by ułatwić baptystom dotarcie do źródła  problemu.
Co zatem sądzić o społeczności baptystów która znając wszystko pozostaje obojętna na problem.
Pisanie,że zięć nie jest już w Kościele Baptystów to kolejna próba wybielenia,zachowania dobrego imienia i odsunięcie od siebie problemu.
Zapytam więc z sugestią.Jaka jest wzajemna zależność i odpowiedzialność oraz hierarchia  strukturalna związków wyznaniowych o nazwach bez przynależnych a jednak działających w ramach Kościoła Chrześcijan Baptystów ?

Śmiem przypuszczać,że to pewien sposób na dezinformację i celową dezorientację co do faktycznej przynależności kościelnej.Tak zwana niezależność spontanicznie powstałych grup wyznaniowych jest po to żeby strukturalnie nie ponosić odpowiedzialności za ich postępowanie.
Jaką wzajemną zależność prezentują baptyści pomiędzy sumieniem a normami moralnymi?
Jak odczytywać i co sądzić o tych,którzy powołując się na :cytat z Listu do Hebrajczyków rozdział 12 werset 14 
„Dążcie do pokoju ze wszystkimi i do uświęcenia, bez którego nikt nie ujrzy Pana”,
postępują zgoła odwrotnie i pozostają w sprzeczności z tym co głoszą?

Na koniec.
Bardzo proszę Panie Janie,niech się Pan odwróci ode mnie,zajmie się poszukiwaniem prawdy i  jak zajdzie potrzeba udzielaniem trafnych rad  potrzebującym.
Ja z oczywistych powodów z Pańskiej rady nie skorzystam.


niedziela, 16 maja 2010

Post - odpowiedź na komentarz Jana

Zaciekawił Cię jeden "wątek" ?!
To co Cię zainteresowało jest tylko wątkiem,zresztą nie bez znaczenia w całym zdarzeniu.
Nie o przynależność kościelną córki  chodzi a stosunek jej do najbliższej rodziny.Poruszyłam wątek wykształcenia zięcia ponieważ jego udział w kontekście zdarzeń, jako absolwenta  baptystycznego seminarium , nie jest z nim do pogodzenia.
Czy jest duchownym?Tego nie wiem.
Nie mam z nim kontaktu a przez niego również z córką.To on jest osobą wiodąca w rodzinie i od niego zależy zachowanie córki - tego jestem pewna.Gdybym miała kontakt z córką,wiedziałabym jak jej się żyje,znała wnuki itp...nie byłoby problemu, bo tylko o normalne relacje rodzinne mi chodzi.Chcę się cieszyć jej życiem.Widzieć jej radość z wyboru słusznie wybranej drogi życiowej.Chcę być świadkiem szczęścia mojego dziecka i jej rodziny,być obecną w jej życiu.Chcę by wnuki wiedziały,że mają babcię która ich kocha.Chcę im tą miłość okazać!
Przecież to takie normalne!!!
Jak mogę pogodzić się z tym,że baptysta z wykształceniem seminaryjnym utrudnia (zabrania) swojej żonie kontakt z jej rodziną?
Miłość bliźniego,otwarte serce na potrzeby ludzi to słowa - puste słowa -używane przez baptystów  tylko po to by sobie ich zjednać!A co potem?Potem w zależności od sposobu "zjednania" sobie tychże,manipulować nimi wmawiając im,że to dla ich dobra.
Gorzkie słowa i zdania które formułuję cisną mi się na usta, przenoszę na papier (blog),bo innych nie znajduję.Co można jeszcze opisać?Czas pokaże co jeszcze się wydarzy.
Wcześniejsi komentatorzy tak ochoczo deklarujący pomoc w rozwiązaniu problemu zamilkli.
Uciszeni,przywołani do porządku czy bezradni?
Pytania...pytania i wątpliwości ... .
Co Ty na to Janie?
Napisz jakie masz doświadczenia z baptystami.
Loading...